Piłkarze Lecha Poznań zremisowali u siebie z Belenenses 0:0 w grupie I Ligi Europejskiej. 1 października Kolejorz zagra na wyjeździe z FC Basel.

Mecz Lecha z CF Os Belenenses /Jakub Kaczmarczyk /PAP

Bardzo przeciętna inauguracja rozgrywek Ligi Europejskiej w Poznaniu. Lech wciąż jest daleko od mistrzowskiej formy i nadal nieporadny oraz nieskuteczny w ataku. Goście z Portugalii w stolicy Wielkopolski też nie pokazali wielkiego futbolu.

Trener gospodarzy Maciej Skorża trochę zaskoczył wyjściowym składem. Posadził na ławce rezerwowych m.in. Kaspra Hamalainena, Karola Linettiego, Tomasz Kędziorę i Barry Douglasa. Bynajmniej nie za słabą postawę w poprzednich meczach, ale szkoleniowiec dał do zrozumienia, że to jednak krajowa ekstraklasa będzie teraz priorytetem dla klubu. A wspomniani zawodnicy mieli odpocząć przed kolejnym meczem ligowym w Białymstoku.

Jeszcze większą i to bardzo smutną niespodzianką były puste trybuny. Stwierdzenie, że Poznań długo czekał na grę swoich piłkarzy w fazie grupowej tych rozgrywek nie miało zupełnie odzwierciedlenia we frekwencji. Na stadion pofatygowało się niespełna osiem tysięcy kibiców. A pięć lat temu każdy z meczów LE (z Red Bull Salzburg, Manchesterem City i Juventusem Turyn) obejrzało ponad 40 tysięcy.

Bez dopingu i atmosfery mecz Lecha z Belenenses przypominał momentami grę towarzyską. Piłkarze obu drużyn nie kwapili się do bardziej zdecydowanych ataków. Wolne tempo, brak sytuacji bramkowych, a przy tym sporo niecelnych podań - tak wyglądała pierwsza połowa spotkania.
Lechici próbowali od czasu do czasu rozmontować defensywę gości, ale więcej w ich poczynaniach było chęci niż pomysłu. Niezłą indywidualną akcją popisał się Dariusz Formella, aktywny był Dawid Kownacki, ale Ventura nie miał tak naprawdę okazji do zaprezentowania swoich umiejętności.
To Portugalczycy w pierwszej połowie byli bliżsi objęcia prowadzenia. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Tonel najwyżej wyskoczył do piłki i trafił w poprzeczkę.

Tuż na początku drugiej połowy znów sporo szczęścia miał Jasmin Buric, któremu z pomocą przyszedł słupek po strzale Carlosa Martinsa.
Dopiero w ostatnich 30 minutach Lech wreszcie pokazał namiastkę dobrego futbolu. Po akcji Kebby Ceesaya, nadbiegający Denis Thomalla nieczysto uderzył piłkę i.. sam wpadł do bramki. Futbolówka potoczyła się tuż obok słupka, a na trybunach było słychać kolejny jęk zawodu, ale też pierwsze, głośne okrzyki "Kolejorz, Kolejorz".

Wprowadzony w drugiej połowie Szymon Pawłowski nieco ożywił ofensywne poczynania Lecha. Sam był bliski pokonania bramkarza gości, który z trudem wybił piłkę na rzut rożny.

W samej końcówce Portugalczycy dwukrotnie groźnie strzelali z dystansu. Buric był jednak na posterunku, a uderzenie Kucy poszybowało nad poprzeczką i mecz zakończył się sprawiedliwym remisem.

Lech Poznań - Belenenses Lizbona 0:0

Lech: Jasmin Buric - Kebba Ceesay, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Tamas Kadar - Gergo Lovrencsics (68. Szymon Pawłowski), Dariusz Dudka, Dawid Kownacki (60. Kasper Hamalainen), Łukasz Trałka (46. Karol Linetty), Dariusz Formella - Denis Thomalla.

Belenenses: Ventura - Andre Geraldes, Goncalo Brandao, Tonel, Joao Amorim - Luis Leal, Ruben Pinto, Andre Sousa (81. Ricardo Dias), Carlos Martins (89. Dalcio Gomes), Miguel Rosa - Fabio Sturgeon (63. Kuca).

Żółte kartki: Lech - Dariusz Dudka, Kebba Ceesay, Tamas Kadar; Belenenses - Joao Amorim.

Sędziował: Serhij Bojko (Ukraina). Widzów: 7 934.