"Nie zagrałem na maksimum swoich możliwości. W sumie też nie sposób grać przez całe dwa tygodnie najlepszy tenis" - tak Jerzy Janowicz skomentował przegrany półfinał Wimbledonu ze Szkotem Andym Murrayem. Teraz Polak chce odpocząć. Dziś ma wrócić do kraju.

Tak się czasem zdarza, że ma się słabszy dzień. Zresztą tak samo było podczas meczu z Juergenem Melzerem. Miałem wtedy trochę problemów z serwisem i trochę też z grą z głębi kortu. Ale cieszę się, że nawet nie grając najlepiej jestem w stanie rywalizować na równi z jednym z najlepszych tenisistów świata - powiedział Jerzy Janowicz. 22-latek z Łodzi w trzecim secie prowadził 4:1, mając w ręku przewagę jednego przełamania serwisu rywala. Potem przegrał pięć kolejnych gemów. Miałem swoje szanse, ale nie wyszło, no i nie mogę jednak wszystkiego zwalić na swój tenis. Na pewno zabrakło mi też trochę szczęścia. Choćby, przy 4:1 i po 30, gdy cały czas trzymałem go w defensywie w ważnej wymianie, on zagrał szczęśliwy forhend i piłka się przeturlała po siatce na moją stronę. Od tego momentu zaczął grać lepiej. Przełamał mnie, no i wrócił do meczu - uważa Janowicz.

Ogromne wsparcie publiczności

Janowicz nie zagra w finale Wimbledonu. Polak przegrał z Murrayem

Jerzy Janowicz przegrał w półfinale Wimbledonu z Andym Murrayem 7:6, 4:6, 4:6, 3:6. Bardziej doświadczony Szkot w decydujących momentach zachował więcej zimnej krwi. Janowicz jednak zagrał naprawdę dobry mecz i mimo że pożegnał się z turniejem, to na pewno nie musi się niczego wstydzić. czytaj więcej

Gdy Andy Murray odrobił stratę "breaka", wychodząc na 3:4, publiczność zgotowała mu długą owację na stojąco. Byłem przygotowany na to, bo wiadomo było, że ludzie będą mu pomagać. Starałem się jednak nie zwracać na to uwagi. Tak samo było w listopadzie w Paryżu, gdy na ogromnym korcie w hali Bercy grałem przeciwko Gillesowi Simonowi. Fanatyczna francuska publiczność swojemu zawodnikowi - opowiada Polak. Nie zwracałem większej uwagi na to, że to półfinał. Myślę, że nawet gdybyśmy spotkali się choćby w trzeciej rundzie, to nie miałoby to większego znaczenia. Zdecydowanie bardziej byłem jednak zestresowany w poprzednim meczu - dodaje Janowicz. Wcześniej pokonał Łukasza Kubota w meczu ćwierćfinałowym.

Polak gra na korcie w szkłach kontaktowych. Gdy widoczność zaczęła się pogarszać, zaczął przekonywać sędziego do zasunięcia dachu nad Kortem Centralnym. Gdy sędzia główny turnieju zdecydował w końcu, że pojedynek będzie kontynuowany przy sztucznym oświetleniu, rywal Polaka mocno się zdenerwował. Na konferencji po meczu twierdził, że warunki pozwalały na kontynuowanie meczu, bez 20-minutowej przerwy.

Innego zdania był Jerzy Janowicz. Nie rozumiem za bardzo czemu tak długo czekali z tym dachem, bo prosiłem o to już w trakcie drugiego seta. To chyba naturalne, że jeśli ktoś ma problemy z graniem, bo już jest ciemno, to znaczy, że już się nie da grać. Ale wciąż mówili, że będziemy grać bez dachu tak długo, jak się da. Nie bardzo rozumiem całą tę sytuację - powiedział. 

Teraz... odpoczynek

Po Wimbledonie Jerzy Janowicz chce odpocząć. Muszę się teraz dobrze zregenerować. Przez problemy zdrowotne odpuszczam start w szwedzkim Baastad, no i może też Hamburg, jeszcze do końca nie wiem. To będzie zależeć od tego, jak się będę czuł. W sobotę wracam do domu, ale nie wiem czy będę oglądał finał. Nie oglądam zbyt dużo tenisa, więc trudno mi powiedzieć. Nie zastanawiam się też nad tym, kto tu zwycięży. Po prostu niech wygra lepszy, w końcu zagra w finale dwóch najlepszych obecnie tenisistów świata - powiedział.