Według Łukasza Fabiańskiego reprezentacja Armenii, którą podopieczni Adama Nawałki podejmą we wtorek w Warszawie w eliminacjach piłkarskich mistrzostw świata 2018, jest nieprzyjemnym zespołem, na który trzeba szczególnie uważać. "Czeka nas ciężki mecz. To bardzo nieprzyjemny zespół, na który trzeba szczególnie uważać" - powiedział bramkarz Swansea City.

Bramkarz reprezentacji Polski Łukasz Fabiański, Artur Jędrzejczyk i Maciej Rybus oraz Thomas Delaney z Danii /Bartłomiej Zborowski /PAP

Reprezentacja Polski przystępuje do spotkania z Armenią po sobotnim zwycięstwie z Duńczykami 3:2.

Zagraliśmy dobrze pod względem taktycznym, mimo że straciliśmy dwie bramki. Pierwsza była przypadkowa i nie wynikała z dominacji Duńczyków. Plan, który mieliśmy przed meczem, zdał egzamin. Wiem, że mogło to wyglądać jakbyśmy się cofnęli i oddali inicjatywę gościom. Jednak dobrze znaliśmy słabe strony Duńczyków i wiedzieliśmy jak je wykorzystać - przyznał Fabiański.

Biało-czerwoni prowadzili 3:0 po golach Roberta Lewandowskiego. Jednak bramkę samobójczą strzelił Kamil Glik.

Może to źle zabrzmi, ale Kamil uderzył piłkę idealnie. W takich sytuacjach bramkarz spodziewa się podania od swojego obrońcy, ale w tym przypadku mieliśmy pecha. Jednak wygraliśmy, więc nie będziemy tego rozpamiętywać - ocenił Fabiański.

Bramkarz Swansea dwukrotnie skapitulował, ale w sobotę nie miał zbyt wiele pracy.

Nigdy nie oceniam meczu pod tym kątem. W bramce koncentruję się na wykonaniu swojej pracy. Jeżeli mam interwencję jedną na 15 minut, to chcę ją dobrze wykorzystać. W meczu z Danią często grałem nogami, ale mniej broniłem strzałów - ocenił.

Po wyjazdowym remisie z dużo niżej notowanym Kazachstanem (2:2), w sobotę w Warszawie podopieczni Adama Nawałki odnieśli pierwsze zwycięstwo w tych eliminacjach.

Po meczu w Astanie mieliśmy ogromny niedosyt. Jednak mieliśmy świadomość swojej siły. Ten kubeł zimnej wody, jakim był remis z Kazachstanem, przydał nam się po mistrzostwach Europy we Francji. Musieliśmy się obudzić i przestać żyć tym, co się wydarzyło w czerwcu - zakończył Fabiański.

APA