Piłkarska reprezentacja Polski wygrała w Warszawie z Armenią 2:1 (0:0) w eliminacjach mistrzostw świata. Zwycięską bramkę zdobył Robert Lewandowski w ostatniej minucie doliczonego czasu. Po trzech kolejkach grupy E biało-czerwoni mają siedem punktów.

Polska gra z Armenią /Leszek Szymański /PAP

Mecz z Armenią, podobnie jak rozegrane trzy dni wcześniej spotkanie z Danią, odbył się przy zasuniętym dachu. W Warszawie od kilku dni pada deszcz i jest bardzo zimno. Na trybunach pojawiło się prawie 45 tys. widzów, wśród nich prezydent RP Andrzej Duda.

Biało-czerwoni, zajmujący 17. miejsce w rankingu FIFA, przystępowali do starcia z Armenią (112. lokata) w roli zdecydowanych faworytów. Nawet mimo osłabienia brakiem Arkadiusza Milika, który z powodu kontuzji kolana będzie pauzować kilka miesięcy (kibice wywiesili na stadionie transparent "Arek wracaj szybko"). Zabrakło także Michała Pazdana i Łukasza Piszczka, ale potencjał reprezentacji Polski jest znacznie większy niż rywali, dla których nieobecność kilku podstawowych piłkarzy to poważniejszy problem.

Przede wszystkim goście zagrali bez swojej gwiazdy, pomocnika Manchesteru United Henricha Mchitarjana (wraca do zdrowia po kontuzji), który w poprzednim sezonie zbierał świetne recenzje za grę w Borussii Dortmund. Poza tym zabrakło m.in. pauzującego za czerwoną kartkę Gora Malakjana.

W minioną sobotę biało-czerwoni pokonali u siebie Danię 3:2 po trzech golach Roberta Lewandowskiego, natomiast Armenia przegrała u siebie z Rumunią 0:5.

Być może właśnie tak wysoka porażka, a może respekt przed reprezentacją Polski sprawiły, że trener Warużan Sukiasjan wystawił w podstawowym składzie pięciu obrońców. Z kolei Adam Nawałka nie zmienił ustawienia z dwoma napastnikami - miejsce Milika zajął Łukasz Teodorczyk. Z drugiej linii na prawą stronę obrony, gdzie zwykle gra Piszczek, został przesunięty Jakub Błaszczykowski, natomiast na boku pomocy wystąpił Maciej Rybus.

Od początku gospodarze uzyskali sporą przewagę. W pierwszej połowie szwankowała jednak skuteczność - okazji nie wykorzystali m.in. Lewandowski i Teodorczyk, który z bliska nie trafił głową w piłkę. W 26. minucie po mocnym strzale głową Lewandowskiego futbolówkę z linii bramkowej wybił jeden z zawodników gości.

Od 30. minuty goście grali w dziesiątkę. W krótkim czasie dwie żółte kartki, a w konsekwencji czerwoną, zobaczył środkowy obrońca Gael Andonian. To sprawiło, że defensywnie grający goście jeszcze bardziej skupili się na obronie.

Jeszcze w pierwszej połowie doszło do zmiany w polskim zespole. Boisko musiał opuścić kontuzjowany Artur Jędrzejczyk, którego zastąpił Paweł Wszołek (nieobecny na Euro 2016 z powodu złamania ręki).

Do przerwy, mimo kolejnych okazji gospodarzy, utrzymywał się wynik bezbramkowy.

Gole padły natomiast tuż po wznowieniu gry. Najpierw cieszyli się Polacy. W zamieszaniu podbramkowym piłka odbiła się przypadkowo od obrońcy Hrayra Mkojana i wpadła do siatki. Spiker ogłosił, że bramkę zdobył Robert Lewandowski, ale z powtórek wynikało, iż to gol samobójczy.

Po chwili grający w dziesiątkę goście niespodziewanie wyrównali. Piłkę dośrodkował kapitan Marcos Pizzelli, nikt jej nie dotknął i zaskoczony Łukasz Fabiański nie zdążył ze skuteczną interwencją. To pierwszy gol Armenii w eliminacjach MŚ 2018.

Podopieczni Nawałki rzucili się do ataków, ale goście dość umiejętnie rozbijali te próby. W 79. minucie ładną akcję przeprowadził Piotr Zieliński, jednak bramkarz Arsen Beglarjan nie dał się pokonać.

Największe emocje były w doliczonym czasie. W 94. minucie sytuacji sam na sam po kontrataku nie wykorzystał reprezentant Armenii Aras Oezbiliz. W odpowiedzi Polacy przeprowadzili akcję, po której wywalczyli rzut wolny. Po dośrodkowaniu Jakuba Błaszczykowski do piłki najwyżej wyskoczył Lewandowski i pokonał bramkarza rywali. To jego 40. gol w reprezentacji.

Po tej akcji sędzia od razu zakończył spotkanie. Załamani zawodnicy gości padli na murawę, a polscy piłkarze świętowali przy bocznej linii boiska.

(az)