Sześciokrotny medalista olimpijski Bode Miller w nadchodzącym sezonie nie będzie startował w zawodach alpejskiego Pucharu Świata. 38-letni Amerykanin chce poświęcić ten czas na rodzinę, testowanie nowego sprzętu narciarskiego oraz doglądanie własnej stadniny koni.

Jeden ze spektakularnych upadków Bodego Millera /Johann Groder /PAP/EPA

W maju Miller i jego żona - siatkarka plażowa Morgan Beck Miller - zostali rodzicami. Prawie nie spałem przez pierwsze 4,5 miesiąca. Moim priorytetem jest dziecko i rodzinne sprawy. Naprawdę trudno to wszystko razem pogodzić - podkreślił Amerykanin, który ma jeszcze dwoje dzieci z poprzednich związków. Jak zaznaczył, czuje się dobrze pod względem fizycznym, ale z dużym dystansem podchodzi do startu w kolejnych igrzyskach olimpijskich.

Jestem całkowicie sprawny, moje ciało jest w dobrej formie. Nigdy nic nie wiadomo, ale powiedziałbym, że to raczej nierealne, bym wystartował w 2018 roku - zastrzega 38-letni zawodnik, który w zeszłym roku w listopadzie przeszedł operację pleców. Trzy miesiące później podczas rywalizacji w supergigancie w mistrzostwach świata zahaczył o bramkę, upadł na plecy i uszkodził udo. Ostatnio sporo czasu poświęca też trenowaniu swoich koni wyścigowych. Wraz z partnerem biznesowym jest właścicielem 15 koni i stadniny w Maryland. Trudno to tak naprawdę nazwać treningiem. Przygotowujemy konie pod względem mentalnym i fizycznym do startów. Każdego z nich traktuję jak swoje dziecko - przyznał Miller.

Trener amerykańskich alpejczyków Sasha Rearick nie sądzi, by kibice nie mieli już okazji nigdy więcej zobaczyć utytułowanego narciarza w zawodach. To Bode Miller. On to uwielbia. On wyraża w ten sposób siebie. Kocha sprawdzać swoje granice. Kiedy trafia na nowe wyzwanie, to ma z tego frajdę i w pełni się temu poświęca - podsumował.