Zwycięstwo polskich piłkarek ręcznych nad Węgierkami w ćwierćfinale mistrzostw świata było niespodzianką, "póki co chyba największą w całym turnieju" - ocenił trzykrotny uczestnik igrzysk olimpijskich Henryk Rozmiarek. Szczególnie wyróżnił bramkarkę Annę Wysokińską. Równocześnie zaznaczył, że ma wątpliwości, czy trener Rasmussen zabrał do Danii optymalny skład. "Niektóre zawodniczki nie wyszły nawet w meczach przeciwko Kubie czy Angoli, to chyba tam po prostu pojechały na wycieczkę" - skomentował.

Polki cieszą się ze zwycięstwa po meczu 1/8 finału mistrzostw świata piłkarek ręcznych z Węgrami /Marcin Bielecki /PAP

Życzyłem dziewczynom sukcesu z całego serca, jednak to zwycięstwo jest dla mnie niespodzianką. I chyba póki co największą w całym turnieju. Bałem się przede wszystkim o nasze bramkarki, które do tej pory niewiele pokazały. Wreszcie moja faworytka Anna Wysokińska "połapała" kilka piłek i miała bardzo duży wkład w tą wygraną. Ania dla mnie jest cały czas jedną z najlepszych bramkarek w Polsce - powiedział brązowy medalista igrzysk w Montrealu.

Ocenił jednak, że poziom spotkania - jak na 1/8 finału mistrzostw świata - trochę rozczarował. Według niego, w polskim zespole tylko pięć zawodniczek zagrało dobry mecz. Oba zespoły grały bez kontry i bez skrzydeł. Wszystkie akcje prowadzone były przez środek albo jak w przypadku Węgierek - z drugiej linii. Pomogło nam cwaniactwo Karoliny Kudłacz-Gloc, nieobliczalność i młodość Moniki Kobylińskiej. Do tego drużyna dołożyła jeszcze serce i ambicję. Tym też można wiele zdziałać. Nie był to nawet nasz najlepszy mecz w tym turnieju. Myślę, że ze Szwedkami zagraliśmy dużo lepiej, mimo że spotkanie zakończyło się naszą minimalną porażką - podkreślił.

Rozmiarek przyznał, że ma wątpliwości, czy reprezentacja, którą Kim Rasmussen zabrał na mundial w Danii, jest optymalna. Myślę, że przynajmniej 4-5 zawodniczek, które są na mistrzostwach świata, znalazłoby godne następczynie. Nie wiem, dlaczego w kadrze nie ma najskuteczniejszej obecnie Katarzyny Kołodziejskiej, która w studiu telewizyjnym komentuje mecze. To dla mnie trochę niepojęte. Natomiast niektóre zawodniczki nie wyszły nawet w meczach przeciwko Kubie czy Angoli, to chyba tam po prostu pojechały na wycieczkę - stwierdził.

Jutro biało-czerwone zagrają w ćwierćfinale z ekipą Sbornej. Rosjanki są mocne, wrócił do nich stary trener. Bardzo mi się podobała ich gra. (...) Ale cały czas wierzę w nasze dziewczyny - podsumował.

(az)