"Było bardzo ciężko, bo dosypało dużo śniegu. Pogoda też była kiepska, więc nie wiadomo było, czego do końca się spodziewać, ale udało się i już jesteśmy w bazie. Jestem szczęśliwy" - powiedział w rozmowie z reporterem RMF FM Andrzej Bargiel, który jako pierwszy Polak zdobył Sziszapangmę w Himalajach na nartach i zjechał na nich ze szczytu. "Jazda była bardzo przyjemna. Po to tu przyjechaliśmy, więc bardzo cieszę się, że się udało" - dodał.

Maciej Pałahicki: Na początek wielkie gratulacje. Jak było, bo słyszałem, że góra łatwo się nie poddała?

Andrzej Bargiel: Było o tyle ciężko, że dosypało dużo śniegu i wszystkie wyprawy się wycofały. Mieliśmy pecha, bo i Darek (Załuski - filmowiec, maratończyk i himalaista - przyp. red), i Grzegorz (Bargiel, brat Andrzeja - międzynarodowy przewodnik wysokogórski i narciarski oraz ratownik TOPR - przy. red.) słabo dzisiaj się czuli i zostałem sam. Stwierdziłem, że może warto spróbować, skoro tutaj przyjechaliśmy taki kawał drogi...

Andrzej Bargiel zdobył szczyt Sziszapangmy!

Andrzej Bargiel zdobył szczyt Sziszapangmy w Himalajach. Stanął na nim o godz. 13:12 miejscowego czasu. Tym samym jako pierwszy Polak zdobył ośmiotysięcznik na nartach. Po ostatnich opadach śniegu Bargiel musiał torować sobie drogę przez zaspy sięgające jego wzrostu. Na dodatek widzialność była... czytaj więcej

Czyli od którego miejsca szedłeś sam?

Tak naprawdę powyżej obozu drugiego. Wyruszyliśmy wspólnie i po prostu Grzegorz z Darkiem wycofali się na początku. Ekipa hiszpańska miała wyruszyć na szczyt, ale zrezygnowali i było ciężko. Po pas śniegu praktycznie cały czas...

Dokąd udało ci się dojść - na główny wierzchołek, czy na centralny?

Na centralny, bo było na tyle duże zagrożenie, że nie było w ogóle mowy o tym, by pójść na główny. Zdecydowałem, że tak będzie bezpieczniej, choć i tak było niebezpiecznie, bo było strasznie dużo śniegu. Na czworakach się już kopałem prawie...

Ile było tego śniegu?

Od obozu trzeciego w górę i w samej kopule szczytowej praktycznie było go cały czas po pas. Było o tyle niebezpiecznie, że ten śnieg był dosyć ciężki, przewiany i zastanawiałem się dziesięć razy, czy wychodzić. W kopułę szczytową się wbijałem pięć razy w różnych miejscach, żeby obrać najbezpieczniejszą drogę, ale się udało. Pogoda też była kiepska, bo padał śnieg, wiało i było bardzo zmiennie, więc nie wiadomo było, czego do końca się spodziewać, ale udało się i jesteśmy już w bazie. Jestem szczęśliwy. Przede wszystkim, że zjechałem na nartach na dół. To jest najważniejsze.

Jak się jechało?

Jeśli chodzi o samą jazdę, to było super, bo tego śniegu było mnóstwo i jazda była bardzo przyjemna. Po to tutaj przyjechaliśmy, więc bardzo się cieszę, że się udało.

Teraz kolejne ośmiotysięczniki przed tobą? Masz już dość, czy jeszcze masz ochotę?

Myślę, że cudowny wypoczynek... Mam kilka ciekawych planów, więc pewnie coś będę robił, ale to jeszcze nie czas.

(MRod)