Andrzej Bartkiewicz pobił na torze w Pruszkowie najstarszy kolarski rekord Polski, pokonując w ciągu godziny dystans 47,618 km. Poprawił rezultat Mieczysława Nowickiego z 1973 roku - 42,0214 km.

Kolarski rekord "z brodą"

Po kilku latach wraca moda na bicie rekordu świata w kolarskiej jeździe godzinnej. W tym roku rekord globu poprawił już Niemiec Jens Voigt i Austriak Matthias Brandle. Teraz z rekordowym wynikiem powalczy Andrzej Bartkiewicz - jego celem jest przede wszystkim poprawienie rekordu Polski. Próba... czytaj więcej

23-letni zawodnik ekipy Sante Whistle Ziemia Brzeska, trzykrotny mistrz kraju w torowym wyścigu na dochodzenie, starannie przygotowywał się do tej próby. Testował  różne przełożenia i ostatecznie zdecydował się na tarczę z 54 ząbkami i na tylny tryb 15.

Przed startem podkreślał, że poprzedni, 41-letni rekord, jest niezbyt wyśrubowany, uzyskany na zupełnie innym sprzęcie i na otwartym, betonowym torze. Dodawał, że on sam nie jest w tak dobrej formie jak przed miesiącem, i niezależnie od wyniku uzyskanego podejmie jeszcze raz wyzwanie 16 maja przyszłego roku.

Warunki na welodromie nie były optymalne. Odczuwało się chłód, ale niósł go doping  publiczności. Wśród kibiców było wielu znakomitych w przeszłości kolarzy, m.in. Marian Więckowski, Dariusz Baranowski, Piotr Zaradny i poprzedni rekordzista Mieczysław Nowicki.

Po upływie 30 minut Bartkiewicz przejechał 24 km. Kwadrans później przeżywał mały kryzys, ale w końcówce przyspieszył i ostatecznie uzyskał wynik o ponad pięć kilometrów lepszy od rezultatu Nowickiego.

"Była to bardzo długa i bardzo okrutna godzina. Nie spodziewałem się, że będzie tak ciężko. Gdyby nie wsparcie kibiców, nie byłoby tego wyniku" - powiedział Bartkiewicz do mikrofonu, dziękując publiczności.

"Miałem dwa kryzysy - po 15 i 45 minutach. Czy ponowię próbę? Nie wiem. Muszę się nad tym zastanowić" - dodał kolarz z Radzikowic, któremu na podium biało-czerwoną koszulkę z wprasowanym rekordowym wynikiem wręczył Nowicki.

Historia godzinnego rekordu jest niemal tak stara jak samo kolarstwo. Pierwszy ustanowiony został już w 1893 roku. Jego autorem był Francuz Henri Desgrange, pokonując dystans 35,325 km. Od tego czasu próby ataku na rekord cieszyły się dużą popularnością, gromadząc na welodromach setki widzów.

Popularność tego typu wyczynów podupadła w latach 80. i 90. ubiegłego stulecia, kiedy to zawodnicy zaczęli się posługiwać bardzo wyrafinowanym i ultranowoczesnym sprzętem. Na takim właśnie "dziwnym" rowerze Brytyjczyk Chris Boardman uzyskał w 1996 roku w Manchesterze rezultat 56,375 km. Ten wynik zdawał się zniechęcać potencjalnych kandydatów do podejmowania prób, tym bardziej że Międzynarodowa Unia Kolarska zaostrzyła regulamin techniczny i anulowała rekordy ustanowione od 1984 do 1996 roku.

Kolejna zmiana przepisów, dopuszczająca do prób rowery odpowiadające wymaganiom zawodów torowych, spowodowała, że w tym roku zaroiło się od chętnych do ataku na rekord świata, oficjalnie wynoszący 49,700 km i należący do Czecha Ondreja Sosenki (2005). W ubiegłym miesiącu poprawił go Niemiec Jens Voigt (51,115), a następnie Austriak Matthias Braendle (51,852 km).

Pierwszym rekordzistą Polski był Czesław Bryszke - 37,7635 km w 1930 na warszawskich Dynasach. Granicę 40 km złamał w 1950 roku Teofil Sałyga - 41,180 km. Ostatnią zanotowaną oficjalnie próbę podjął w Łodzi Mieczysław Nowicki, mistrz świata i srebrny medalista olimpijski w drużynowym wyścigu szosowym. 6 lipca 1973 roku przejechał w godzinę 42,0214 km. Ten właśnie rezultat poprawił w sobotę Bartkiewicz.

(j.)