Aleksander Doba, który 7 maja wystartował z zatoki Sandy Hook w Nowym Jorku kajakiem "Olo", niebawem zakończy swą trzecią wyprawę transatlantycką. Tylko gdzie? Jak poinformował, odpadła Portugalia i Hiszpania, najprawdopodobniej koniec będzie we Francji.

Aleksander Doba /Marcin Bielecki /PAP

Nie grozi mi lądowanie w Portugalii ani w Hiszpanii. Zostaje północno-zachodnia Francja. Chciałem i chcę do La Havre. Jestem jednak za bardzo na południe - około 2 stopnie. Nie wiem, dokąd mnie sztorm zagna. Czy dam radę wpłynąć w Kanał La Manche i do La Havre od południa? Może sztorm i wiatry pognają mnie w Zatokę Biskajską? Możliwe jest wypłynięcie do Brestu i to już za około 9 dób - przekazał na Facebooku Doba.

Wspomniał też o innych kłopotach. Niestety znów tradycyjnie, jak w każdej mojej poprzedniej wyprawie, odsalarka elektryczna odmawia współpracy. Już prawie trzy tygodnie średnio dwie godziny na dobę pracuję przy odsalarce ręcznej, by mieć wodę pozbawioną soli do picia i przygotowania jedzenia.

Pierwsza wyprawa kajakowa z Afryki do Ameryki Południowej trwała 99 dni (2010-2011). Druga z Europy do Ameryki Północnej - 167 (2013-2014).

(mpw)