Sergio Aguero z Manchesteru City pozazdrościł sławy Robertowi Lewandowskiemu. Argentyński snajper poszedł w ślady kapitana reprezentacji Polski i w ligowym meczu z Newcastle też strzelił pięć goli. Tyle że zajęło mu to ponad dwa razy więcej czasu.

Sergio Aquero po strzelonej bramce /PETER POWELL /PAP/EPA

Każdy taki wyczyn będzie teraz porównywany do tego, co półtora tygodnia temu na boisku w Monachium zrobił Robert Lewandowski. Przypomnijmy, snajper Bayernu wszedł z ławki w meczu z Wolfsburgiem i w niespełna dziewięć minut pięciokrotnie pokonał bramkarza rywali.

Między wyczynem jego, a dzisiejszym Sergio Aguero, można zauważyć pewne podobieństwa. Manchester City też przegrywał u siebie 0:1, a później jego kibice oglądali popis największej gwiazdy. Argentyński snajper trafiał do siatki 42., 49., 50., 60. i 62. minucie. W sumie zdobycie pięciu bramek zajęło mu więc dwadzieścia minut. No i nie można zapominać, że między pierwszym, a drugim trafieniem piłkarze mieli kwadrans przerwy. Co ciekawe, w strzelecki popis Aguero wmieszał się jeszcze Kevin de Bruyne. Belg trafił do siatki w 54. minucie.

Z kolei sam Sergio Aguero boisko opuścił cztery minuty po zdobyciu piątej bramki. I może mieć o to pewien żal do trenera, bo miał dużą szansę przejścia do historii Premier League. Jeszcze nigdy żaden zawodnik nie strzelił tam bowiem sześciu goli w jednym meczu.

(abs)