Dokładnie 40 lat temu - 22 lutego 1978 roku - młody, zaledwie 22-letni polski biegacz narciarski Józef Łuszczek został mistrzem świata. Ku zaskoczeniu niemal wszystkich pokonał faworyzowanych biegaczy radzieckich i miejscowego idola - fińskiego olbrzyma (miał prawie 2 wzrostu i 100 kg wagi) Juhę Mieto.

Józef Łuszczek podczas Mistrzostw Świata w Lahti zdobył dwa medale /Maciej Pałahicki /RMF FM

Pamiętam, jakby to dzisiaj było. Co to czterdzieści lat - nie tak dużo. Pamiętam najbardziej ten zakręt. Taki zakręt był ostry tam przed stadionem, trzeba było tam prawie do zera wyhamować. Teraz go trochę zmienili, bo tam nie dało się inaczej. Wcześniej dominował przede wszystkim Związek Radziecki. Rosjanie byli najsilniejsi na świecie. No i Finowie z Juha Mieto. Mnie się udało wygrać. Nie tak dużo bo 2,5 sekundy z Bielajewem i 5 sekund z Mieto - wspomina swój start na dystansie 15 kilometrów Józef Łuszczek.

To był pierwszy złoty medal mistrzostw świata i jak dotąd ostatni polskiego biegacza narciarskiego. Józef Łuszczek zdobył w Lahti także brązowy medal na dystansie 30 km, a bieg na 50 kilometrów  zakończył na 7. pozycji.

Nie dość, że wywalczył w Lahti dwa medale, to jeszcze został uznany za najlepszego zawodnika tych mistrzostw świata. Z tej okazji okolicznościowy puchar wręczał mu sam prezydent Finlandii - Urho Kekkonen. Takie puchary otrzymało tylko czterech sportowców na świecie. Czekam na następcę i czekam już czterdzieści lat, ale nie wiem czy się doczekam. Czekałem też na Justynę, bo to też biegi, tylko w kategorii kobiecej, ale mężczyzna to nie tak prędko - ja się już nie doczekam. Chyba, że mój wnuk - Franek. Bo skacze i biega, choć ma dopiero dwa lata - mówi mistrz Józef Łuszczek.

Miał nadzieję, że w jego rocznicę biathlonistki wywalczą olimpijski medal, ale niestety się nie udało. Nie było więc medalowego prezentu, ale był słodki prezent od miłośników biegów narciarskich z Kościeliska. Oni pamiętali o naszym mistrzu i jego rocznicy i przynieśli tort w kształcie medalu sprzed 40 lat.

(ag)