Jonathan Todd Schwartz, były menedżer piosenkarki Alanis Morissette zeznał, że ukradł jej prawie 5 mln dolarów. Sprzeniewierzył także 2,3 mln dolarów należące do innych swoich klientów - poinformowała prokuratura w Los Angeles.

Alanis Morissette /PAP/EPA/GEORG HOCHMUTH /PAP/EPA

Jonathan Todd Schwartz przyznał się do oszustwa i złożenia fałszywego zeznania podatkowego, gdyż nie zgłosił sprzeniewierzonych kwot. Powiedział, że między majem 2010 a styczniem 2014 roku bez wiedzy Morissette wypłacił 4,8 mln dolarów z jej konta. Pytany wcześniej przez śledczych o tę brakującą sumę skłamał mówiąc, że wraz z innymi pracownikami firmy, w której był zatrudniony, przeznaczył pieniądze na nielegalne inwestycje m.in. na uprawę marihuany.

48-letni Schwartz przyznał się także do sprzeniewierzenia 2,3 mln USD należących do innych celebrytów i sportowców, których nazwisk nie podano.

Schwartz został zatrudniony, aby chronić pieniądze swoich klientów, profesjonalnie nimi zarządzając, a zamiast tego przywłaszczył sobie miliony, by osobiście się wzbogacić - skomentowała przedstawicielka FBI w Los Angeles, Deirdre Fike.

Morissette, kanadyjska wokalistka, która zdobyła światową sławę w 1995 roku wydając płytę "Jagged Little Pill", w maju 2016 roku wniosła skargę przeciwko Schwartzowi. Utrzymywała, że z powodu swego byłego menedżera poniosła straty sięgające 15 mln USD. Artystka wyjaśniła m.in., że odrzuciła lukratywną propozycję zagrania pięciu koncertów w Las Vegas, gdyż Schwartz przekonał ją, że nie potrzebuje tych pieniędzy.

Wczasy na Bora Bora i dług w kasynie


Morissette, której majątek według mediów jest szacowany na 45 mln dolarów, zwolniła Schwartza w marcu 2016 roku, gdyż nie był on w stanie przedstawić stanu jej finansów.

Według firmy GSO, dla której pracował Schwartz i która także go zaskarżyła, były menedżer Morissette prowadził luksusowy tryb życia, jeżdżąc m.in. na wczasy na Bora Bora za 50 tys. dolarów i zaciągając dług w kasynie na Bahamach w wysokości 75 tys. dolarów.

Schwartz miał reprezentować też inne gwiazdy, np. Beyonce czy Mariah Carey. Chociaż zgodnie z prawem grozi mu do 23 lat pozbawienia wolności, to w związku z porozumieniem wynegocjowanym po przyznaniu się przez niego do winy, rozważana będzie kara od czterech do sześciu lat więzienia.

(mn)