Wojsko zaangażuje się w akcję poszukiwań i wydobycia "złotego pociągu", ale nie za darmo. Taką opinię wysłało do MON Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych. Wojskowi eksperci twierdzą, że tego typu działania, nie są zadaniami dla wojska. Zdecydowano jednak o zaangażowaniu żołnierzy w ramach tak zwanych "specjalistycznych usług wojskowych".

Okolice torów kolejowych w pobliżu 65. kilometra trasy łączącej Wrocław z Wałbrzychem /Maciej Kulczyński /PAP
"Złoty pociąg" może mieć sto metrów. "Szkic przekazany na łożu śmierci"

Dopiero po dotarciu do odnalezionego hitlerowskiego "złotego pociągu" będzie można stwierdzić, co się w nim znajduje - mówi generalny konserwator zabytków. Pociąg - odnaleziony na terenie Wałbrzycha - ma mieć sto metrów długości. Dodał, że osoba, która brała udział w ukryciu... czytaj więcej

Zamawiający musi się liczyć ze zwrotem kosztów, w których skład wchodzą między innymi paliwo, wyżywienie, noclegi, czy amortyzacja sprzętu. Wojsko zwraca jednak uwagę, że taka akcja, to sytuacja wyjątkowa. Także dlatego - jak usłyszał dziennikarz RMF FM - że armia nie chce zakłócać rynku specjalistycznych usług. Mamy specjalistów od budowy mostów, ale nie budujemy komercyjnie przepraw przez rzeki, nie od tego jesteśmy - powiedział anonimowo jeden z oficerów.

Wcześniej, wojewoda dolnośląski w swoim wniosku w sprawie "złotego pociągu" poprosił wojsko o pomoc w rozpoznaniu terenu pod względem saperskim, chemicznym i radioaktywnym. W dokumencie nie padła jednak konkretna prośba o badania georadarem - ustalił nasz reporter Krzysztof Zasada. Wniosek trafił do resortu obrony, a minister Tomasz Siemoniak zgodził się na rekonesans specjalistów wojskowych w Wałbrzychu, w rejonie gdzie może być ukryty "złoty pociąg".

Żołnierze mają się tam pojawić w najbliższych dniach. Chodzi o rozpoznanie terenu pod względem saperskim, chemicznym i radio-aktywnym.

Dwie osoby reprezentowane przez kancelarię prawną twierdzą, że "złoty pociąg" został ukryty pod koniec wojny w sztolni na terenie Wałbrzycha.

Wojewoda zwrócił się do wojska o pododdział rozpoznania i rozminowania. To w praktyce oznacza kilkanaście osób ze sprzętem, które miałyby już we wrześniu sprawdzić wskazany teren. Wyznaczonym miejscem ich stacjonowania miałaby być Stara Kopalnia Wałbrzych. W swym piśmie wojewoda argumentuje, że prace przy ewentualnym znalezisku mogą zagrażać życiu kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców Wałbrzycha ze względu na możliwość zaminowania pociągu.

Dlaczego we wniosku nie ma ani słowa o badaniach georadarem? Z rozmów dziennikarza RMF FM z wojskowymi wynika, że armia nie ma takiego sprzętu. Owszem dysponuje georadarami, ale z zasięgiem ok. dwóch i dwóch i pół metra. Wojewodzie doradzono by wynajął do tego prywatną firmę.

W latach 90. "złotego pociągu" miał szukać nawet polski rząd

Według różnych relacji - pociąg wyruszył w listopadzie 1944 roku z zakładów zbrojeniowych w Petersdorfie. Miał wieźć tajne dokumenty, dzieła sztuki, złoto, a nawet słynną Bursztynową Komnatę. Skład miał zostać zatrzymany, a cała obsługa - zamordowana. Niemieckich kolejarzy i żołnierzy zastąpili esesmani. Potem pociąg miał wjechać tajnym tunelem do podziemnego kompleksu w górze Sobiesz pod Piechowicami na Śląsku.

Poszukiwacze skarbów od lat próbują odnaleźć skarby ze "złotego pociągu". Nieoficjalne informacje wskazują na to, że w latach 90. w poszukiwania składu zaangażował się nawet rząd i służby specjalne. Wtedy miano go szukać w rejonie położonym poza dzisiejszym powiatem wałbrzyskim.

Krzysztof Zasada