Kłopoty polskich skoczków przed konkursem drużynowym. Choć Stefan Horngacher już w poniedziałek ogłosił skład Polaków przed kwalifikacjami do niedzielnego konkursu indywidualnego w Zakopanem, to cały czas nie wiadomo, kto wystartuje w sobotnich zawodach drużynowych.

Kamil Stoch wraz z ekipą po triumfie w Wiśle /Grzegorz Momot /PAP

Kiedy na skoczni w Klingenthal nasza drużyna po raz pierwszy w historii stanęła na najwyższym stopniu podium w konkursie drużynowym, Stefan Horngacher mógł narzekać na problem bogactwa - do naszej drużyny aspirowało nawet pięciu skoczków. Na Wielkiej Krokwi "biało-czerwoni" po raz pierwszy wystąpią w żółtych koszulach liderów Pucharu Narodów i są wymieniani w gronie faworytów do końcowego zwycięstwa. Jednak w tej beczce miodu można znaleźć łyżkę dziegciu - o ile pozycja Kamila Stocha, Piotra Żyły i Macieja Kota jest niepodważalna, tak nad nazwiskiem czwartego zawodnika warto się zastanowić.

Najbliżej wymienionej trójki jest Dawid Kubacki oraz Stefan Hula. Obaj zawodnicy stosunkowo regularnie punktują w klasyfikacji Pucharu Świata, ale rysa pojawiła się po ostatnich zawodach w Wiśle. Hula nie przebrnął kwalifikacji, a Kubacki zajął 36. miejsce. U Kubackiego niepokoi również wyraźna obniżka formy. Jeszcze w połowie grudnia, w norweskim Lillehammer "Mustaf" był dwunasty. Od tamtej pory nawet nie zbliżył się do tego miejsca.

Teoretycznie szansę na start w sobotę ma jeszcze Jan Ziobro. 25-latek pauzował w pierwszej części sezonu. Od stycznia forma zawodnika z Rabki-Zdroju systematycznie rosła - podczas pierwszych zawodów w Wiśle był 19. (lepiej od Huli i Kubackiego), ale dzień później nie awansował do drugiej serii.

Dodajmy, że w stolicy polskich Tatr najprawdopodobniej wystąpi rekordowa liczba ekip - w sumie przyjedzie dziewiętnaście drużyn.


(mpw)