Straciliśmy za dużo bramek po błędach indywidualnych i aż trzy w osłabieniu - tak napastnik hokejowej reprezentacji Polski Maciej Urbanowicz podsumował zwycięski pojedynek z Koreą Południową w turnieju Euro Ice Hockey Challenge. Biało-czerwoni wygrali 6:5 po dogrywce, którą uratował gol Urbanowicza zdobyty na 40 sekund przed końcem trzeciej tercji.

Po lewej: Maciej Urbanowicz i Wooje Sung, po prawej: hokeiści reprezentacji Polski cieszą się z gola Urbanowicza /Adam Warżawa /PAP

Pojedynek z Koreą Południową miał bardzo emocjonujący przebieg. W czwartej minucie wynik meczu otworzył Krystian Dziubiński i przez całe spotkanie żadnej z drużyn nie udało się wypracować większej niż jednobramkowa przewagi. W 56. minucie Jung Woo Jeon dał Koreańczykom prowadzenie 5:4, ale biało-czerwoni zdołali doprowadzić do wyrównania i dogrywki: na 40 sekund przed końcem trzeciej tercji do bramki rywali trafił Maciej Urbanowicz. Mieliśmy więc w Gdańsku dogrywkę, a kiedy zanosiło się już na serię rzutów karnych, na 11 sekund przed końcową syreną koreańskiego bramkarza pokonał Marcin Kolusz.

Najlepszym zawodnikiem polskiej ekipy wybrany został po spotkaniu Maciej Urbanowicz.

Wygrana odniesiona w trudnym meczu na pewno cieszy. Straciliśmy jednak za dużo bramek po błędach indywidualnych i takich sytuacji musimy się wystrzegać - podkreślił napastnik. Akurat w tym spotkaniu nie potrafiliśmy wykorzystać żadnego z okresów gry w przewadze, sami natomiast straciliśmy trzy bramki, mając na lodzie jednego zawodnika mniej. To zdecydowanie za dużo - zaznaczył.

Przed biało-czerwonymi jeszcze dwa pojedynki w gdańskim turnieju. Dzisiaj o 19:00 zagrają z Ukraińcami, a jutro o 18:00, na zakończenie imprezy, zmierzą się z Kazachami.

Żadna z tych drużyn nie przyjechała do Polski w najsilniejszym składzie. Największą niewiadomą stanowią Ukraińcy, którzy mają swoje problemy i w zeszłym sezonie nie prowadzili nawet rozgrywek ligowych. Do Gdańska przysłali nową reprezentację, ale my również nie gramy w optymalnym zestawieniu. W naszej drużynie brakuje 6-7 zawodników - zauważył Urbanowicz.

Co ważne, z zespołami, które przyjechały do Gdańska, Polacy zmierzą się również pod koniec kwietnia w Kijowie w mistrzostwach świata Dywizji 1A. W stolicy Ukrainy zagrają także Austriacy i Węgrzy.

Ta stawka jest niezwykle wyrównana. Faworytem wydają się być Kazachowie, ale w kwietniu zeszłego roku w Krakowie na mistrzostwach świata pokazaliśmy, że z nimi również można nawiązać wyrównaną walkę. Przegraliśmy przecież tylko 2:3. Poza tym w elicie znajdą się dwie najlepsze drużyny z kijowskiego turnieju, zatem jest o co walczyć - zaznaczył Urbanowicz.

Jak zauważył, reprezentacja Polski robi wprawdzie systematyczne postępy, ale jej zawodnikom brakuje regularnych kontaktów z najlepszymi. Trzeba spojrzeć na świat. Chorwacja, Chiny, a także Słowacja, która ma spore problemy finansowe, posiadają drużyny w KHL. Nie oszukujmy się. Nasza liga, w której od dłuższego czasu tylko dwie drużyny, czyli Comarch Cracovia i GKS Tychy, prezentują odpowiedni sportowy i organizacyjny poziom, nie sprzyja podnoszeniu umiejętności. Wiele spotkań jest formalnością, nic nie dają - mówił.

Jeśli chcemy się rozwijać i nie dreptać, tylko zrobić duży krok do przodu, musimy regularnie rywalizować z lepszymi od siebie. Czołowe polskie drużyny powinny grać co najmniej w lidze austriackiej bądź słowackiej. To jedyna droga, aby coś się w polskim hokeju radykalnie zmieniło - podsumował.

(e)