Najpierw kilkudniowe oczekiwanie w bazie na tragarzy, potem trekking w dół - 5 do 7 dni – a następnie jeepami do Skardu, a potem samolotem do Islamabadu i podróż do Polski - tak wyglądają plany polskich himalaistów, którzy po odwrocie spod K2 szykują się do powrotu do kraju. Przedstawiciele wyprawy poinformowali dziś o "zakończeniu akcji górskiej na K2". Taki komunikat przekazali na Facebooku. "W oparciu o głęboką analizę sytuacji w porozumieniu z zespołem zdecydowałem dziś o zakończeniu akcji górskiej na K2" – czytamy. "To była kluczowa historia, ten rekonesans, bo wyprawa chciała sprawdzić, jak u góry wygląda droga po tym parudniowym opadzie śniegu i załamaniu pogody. Sytuacja zastana wygląda kiepsko. Liny są zasypane, jest bardzo dużo śniegu na drodze do C1 i C2. I jest też niebezpieczeństwo lawin" – powiedział w rozmowie z RMF FM Janusz Majer szef Programu Polski Himalaizm Zimowy.

Tu jest rola Polskiego Związku Alpinizmu, zarządu, może należy ten program jakoś zmodyfikować. Ja już próbowałem go jakoś zmodyfikować, żeby nie był tylko nakierowany na to wspinanie zimowe, ale również na rozwój wspinania trudnego, technicznego na górach niższych - podkreślił Janusz Majer. 

Kierownictwo wyprawy na K2 przytacza sześć czynników, jakie miały wpływ na podjęcie decyzji o zakończeniu akcji górskiej i podkreśla, że priorytetem wyprawy jest bezpieczeństwo uczestników.

1. Wynik rekonesansu zespołu Adam Bielecki i Janusz Gołąb w dniu dzisiejszym. Okazało się, że na drodze do C1 wszystkie liny są zasypane, namiot w bazie wysuniętej jest uszkodzony, istnieje również duże prawdopodobieństwo zniszczenia obozów C1,C2 oraz C3.

2. Prognoza pogody, która potwierdza tylko 1 krótkie okno pogodowe ok 11.03.2018

Majer: Kolejne pokolenie zmierzyło się z K2 zimą. Góra stoi i czeka na następne wyprawy

"Ta wyprawa dużo dała w tym znaczeniu, że kolejne pokolenie zmierzyło się z K2 zimą. Nabrało doświadczeń. Góra stoi i czeka na następne wyprawy" – tak krótko podsumowuje ekspedycję na ostatni niezdobyty zimą 8-tysięcznik Janusz Majer, szef programu Polski Himalaizm Zimowy.... czytaj więcej

3. Brak możliwości zaaklimatyzowania min. 1-go zespołu na wys. 7200m, który by zdążył po powrocie do bazy na podjęcie próby ataku szczytowego w dniu 11.03

4. Zagrożenie lawinowe w górnych partiach drogi. W ostatnich 8 dniach zanotowaliśmy łącznie ponad 80cm opadów śniegu.

5. Ostrzeżenie z Portalu Ventusky o dużych opadach na wys.7600m

6. Złe prognozy na okres po 11.03.2018

Janusz Majer: Sytuacja wygląda kiepsko

To była kluczowa historia, ten rekonesans, bo wyprawa chciała sprawdzić, jak u góry wygląda droga po tym parudniowym opadzie śniegu i załamaniu pogody. Sytuacja zastana wygląda kiepsko. Liny są zasypane, jest bardzo dużo śniegu na drodze do C1 i C2. I jest też niebezpieczeństwo lawin - powiedział w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Michałem Rodakiem Janusz Majer szef Programu Polski Himalaizm Zimowy.

Wyprawa będzie teraz czekała na tragarzy i będzie wracała do domu - dodał Majer. 

Ta wyprawa dużo dała w tym znaczeniu, że kolejne pokolenie zmierzyło się z K2 zimą. Nabrało doświadczeń. Góra stoi i czeka na następne wyprawy – tak Majer krótko podsumowuje zimową wyprawę na K2. 

Chmielarski: Góra nas nie chciała

Członek wyprawy Marek Chmielarski powiedział, że słowa o zakończeniu działalności ściskały wszystkim gardła: Nasze serca zrobiły się bardzo ciężkie, trudno było złapać oddech. Przyjechaliśmy tu nie po to, by jeść i pić herbatę gotowaną z lodu. Każdy z nas zainwestował w tą wyprawę coś więcej niż dobra materialne. Spędziliśmy tu dwa miesiące z ogromną wiarą, że tym razem uda się wejść na szczyt. Niestety, góra nas nie chciała.

Nikt z nas nie chciał myśleć, że to już koniec. Ale... Serca nasze chciały, jednak rozum nas stopował. To nie była pochopna decyzja. Została podjęta z ciężkim sercem - podkreślił Chmielarski.

K2 było atakowane zimą w ogóle tylko trzykrotnie. Na przełomie 1987 i 1988 roku próbę podjęła międzynarodowa grupa pod kierunkiem Andrzeja Zawady, w 2003 roku ekipą dowodził Wielicki, a w 2012 wspinali się Rosjanie. Żadna z tych ekspedycji nie przekroczyła jednak progu 7650 m.

(j.)