Zdjęcie Andersa Breivika wznoszącego rękę w hitlerowskim pozdrowieniu obiegło cały świat. Dziś w drugim dniu procesu, w którym Breivik pozwał państwo norweskie o nieludzie traktowanie, on sam zabrał głos. "Uważam, że wiele osób nie przetrwałoby tego co ja. Państwo próbuje mnie zamordować" - powiedział człowiek, który zamordował 77 osób. Najmłodsza z jego ofiar miała 14 lat.

Anders Brevik wprowadzany na salę rozpraw, urządzoną w sali gimnastycznej więzienia w Skien /LISE ASERUD /PAP/EPA

Anders Breivik ma trzy godziny na przedstawienie swoich racji w procesie, jaki wytoczył państwu norweskiemu za "nieludzkie traktowanie". Rozprawa nie jest bezpośrednio transmitowana. Istnieje bowiem obawa, że wykorzysta przesłuchanie do propagowania swoich nazistowskich poglądów.

Podczas przesłuchania oświadczył, że nie wolno mu się z nikim spotykać, nie może przygotowywać sobie posiłków i zbyt często trafia na rewizję osobistą. Wyliczył, że w ciągu blisko pięciu lat pobytu w więzienie był rewidowany 885 razy.

Jak chodzi o gotowanie, to wolno mi tylko nacisną guzik w automacie do gotowania jajek albo podgrzać kawałek pizzy w mikrofalówce - wyjaśniał.

Żyję w piekle - mówił. Skarżył się, że w celi jest duszno i ciemno. Przez dwa lata był zmuszany do picia zimnej kawy. Te warunki nazwał torturami. Swoją sytuację porównał do tego, co przeżywały ofiary Josefa Fritzla.

Uważam, że wiele osób nie przetrwałoby tego co ja. Państwo próbuje mnie zamordować - powiedział.

Dodał, że po tym jak w marcu 2015 roku zakazano mu prowadzić korespondencję, przeżył załamanie.

Breivik mówił, że służba więzienna od pięciu lat prowadzi kontrolę jego wizyt, a przez brak kontaktów z innymi ludźmi "jego życie zostało pozbawione sensu".

Twierdzą, że nikt mnie chce się ze mną widzieć. Ale dostałem 3500 listów od ludzi, którzy chcą mnie osobiście poznać. Wybrałem 200 z nich. Nikomu z nich nie pozwolono się ze mną zobaczyć - wyjaśniał.

Dodał, że państwo norweskie "ogranicza go", między innymi odmawiając publikacji jego książki i zakazując pisania listów.

Co więcej, w ostatnim czasie - jak oświadczył - państwo odmawia mu prawa do ożenku, bo nie wolno mu odpowiadać na ogłoszenia matrymonialne.

Anders Breivik skarży się na izolację od świata zewnętrznego 

Ostatnią ofiarą Andersa Breivika była 16-letnia Andrine Bakkene Espeland. Dwukrotnie strzelił jej w pierś, a następnie w głowę. Podczas procesu w kwietniu 2012 roku oświadczył, że nie żałuje tego, co zrobił. Został skazany na 21 lat więzienia. To najwyższy wymiar kary w Norwegii. Jednak prawdopodobnie nigdy nie wyjdzie na wolność. Norweskie prawodawstwo daje możliwość przedłużania co pięć lat izolacji osoby, która zagraża społeczeństwu.

Teraz Anders Breivik ponownie staje przed sądem - tym razem cywilnym, w procesie, jaki wytoczył państwu norweskiemu. Skarży się na izolację od świata zewnętrznego i cenzurę korespondencji.

Norweg przebywa w trzech celach z oknami, o łącznej powierzchni 24 m kw. Ma do dyspozycji sypialnię, pokój do nauki z komputerem bez dostępu do internetu oraz pomieszczenie do rekreacji z rowerem treningowym. Od jesieni 2013 roku może korzystać z konsoli do gier Playstation. Poza tym Breivik ma dostęp do kuchni, gdzie sam może przyrządzać posiłki, oraz do terenu do spacerów o powierzchni 131 m kw.

Proces ma potrwać do czwartku. Wczorajsza rozprawa trwała 9 godzin. Było to pierwsze publiczne pojawienie się Breivika od procesu w 2012 roku. Gdy tylko strażnicy zdjęli mu kajdanki, 37-latek odwrócił się do dziennikarzy i wyciągnął prawą rękę w nazistowskim pozdrowieniu.