Paryż mierzy się z ekonomicznymi skutkami zamachów z 13 listopada. Do stolicy Francji przyjeżdża mniej turystów, wielu z nich odwołuje rezerwacje w hotelach. Dlatego też premier Francji apeluje, żeby chcący odwiedzić Paryż nie rezygnowali z przyjazdu. "Tu jest bezpiecznie" - zaapelował Manuel Valls.

Wieża Eiffla /YOAN VALAT /PAP/EPA

Przyjeżdżajcie do Paryża, tu jest bezpiecznie. Wydawajcie tu pieniądze, żyjcie, chodźcie na koncerty, do kina i do teatru! - mówił francuskie premier w radiu Europe 1.

Skutki ataków, w których zginęło 130 osób, a ok. 350 zostało rannych, odczuwają obecnie paryskie hotele, restauracje i sklepy, bo wielu turystów odwołuje już zaplanowaną podróż - pisze dpa. Branża turystyczna obawia się, że obecna sytuacja utrzyma się do świąt Bożego Narodzenia, a to właśnie okres przedświąteczny należał do najbardziej dochodowych.

Valls przyznał, że nie ma jeszcze dokładnych danych, które pokazywałyby wpływ zamachów na wzrost gospodarczy. Jednak stowarzyszenie hoteli i restauracji UMIH już mówi o 40-procentowym spadku liczby odwiedzających w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. Na razie hotele nie mogą skarżyć się na zbyt niskie obłożenie dzięki odbywającej się w Paryżu konferencji klimatycznej ONZ, na którą przybyło ponad 10 tys. uczestników.

Nazywany miastem świateł Paryż jest co roku odwiedzany przez 30 mln turystów z całego świata, co plasuje go w światowej czołówce najchętniej wybieranych celów podróży.

(abs)