W poniedziałek w Brukseli nadal nie będzie działać metro, zamknięte pozostaną szkoły i uczelnie - zapowiedział belgijski premier Charles Michel, tłumacząc to "poważnym i bezpośrednim" ryzykiem skoordynowanych ataków w stolicy kraju. Szef rządu ogłosił, że na razie w Brukseli zostanie utrzymany najwyższy, czwarty poziom zagrożenia terrorystycznego, który wprowadzono w sobotę. W pozostałych miastach w kraju obowiązuje trzeci poziom alertu.

Władze utrzymały w Brukseli najwyższy poziom zagrożenia terrorystycznego /STEPHANIE LECOCQ /PAP/EPA

Po analizie sytuacji dokonanej w ciągu dnia podjęliśmy decyzję "o ograniczeniu wydarzeń z udziałem wielu ludzi" oraz o tym, by nie otwierać metra - powiedział Michel. Jak dodał, w poniedziałek w Brukseli "szkoły będą zamknięte", czego powodem jest "wyjątkowa sytuacja".

Robimy wszystko, co w naszej mocy, by wrócić do normalności, ale musimy wypełniać nasze obowiązki - podkreślił.

Wciąż obawiamy się, że w Brukseli może dojść do zamachów przypominających te z Paryża, z udziałem wielu osób, z ofensywami w kilku miejscach - wyjaśnił premier, mówiąc o "poważnym i bezpośrednim" ryzyku skoordynowanych ataków w stolicy kraju.

Władze podejrzewają, że ataki te mogłyby być wymierzone w "zatłoczone miejsca", np. centra handlowe, sklepy i transport publiczny.

Żołnierze strzegą niektórych dzielnic zamieszkanej przez 1,2 mln ludzi Brukseli, gdzie mają siedziby instytucje UE i NATO.

Utrzymanie alertu na maksymalnym poziomie oznacza, że belgijska policja i wojsko nie zdołały w ciągu 48 godzin złapać terrorystów.

Francuska policja opublikowała zdjęcie zamachowca spod stadionu

Francuska policja opublikowała zdjęcie trzeciego z terrorystów, którzy wysadzili się w powietrze w pobliżu stadionu narodowego Stade de France w Paryżu. Policja prosi o informacje pomocne w jego zidentyfikowaniu.

Zamachów w Paryżu dokonały 13 listopada trzy skoordynowane komanda terrorystów, w sumie składające się z dziewięciu osób. Trzech terrorystów uderzyło w pobliżu Stade de France, trzech w sali koncertowej Bataclan, a trzech zaatakowało gości pełnych w piątkowy wieczór barów i restauracji. Zabili 130 osób i ranili ponad 350. Do zamachów przyznało się Państwo Islamskie, twierdząc, że był to odwet za francuskie naloty na jego pozycje.

Dwaj pozostali zamachowcy samobójcy, którzy wysadzili się koło Stade de France, to mieszkający w Belgii Francuz, 20-letni Bilal Hadfi, a także mężczyzna, przy którym znaleziono paszport na nazwisko Ahmada Al Mohammada, 25-letniego Syryjczyka urodzonego w Idlibie. Nie udało się potwierdzić, czy był to rzeczywiście jego paszport. Jego odciski palców pasują do pobranych od jednego z migrantów podczas kontroli w Grecji w październiku.

W poniedziałek początek dyplomatycznego maratonu Hollande'a

Wizyty w Waszyngtonie i Moskwie, spotkania z Davidem Cameronem i Angelą Merkel - prezydent Francji Francois Hollande w poniedziałek rozpoczyna maraton dyplomatyczny, którego celem jest stworzenie szerokiej koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu.

Dziesięć dni po największych w historii Francji zamachach, do których przyznali się dżihadyści z IS i w których zginęło 130 osób, Hollande chce przekonać światowe potęgi, by zjednoczyły się w celu zniszczenia tej organizacji terrorystycznej.

Po zamachach głos Francji jest silniejszy i ma ona większe prawo do konkretnych żądań w terenie - uważa źródło dyplomatyczne, cytowane przez AFP.

Paryż uważa, że może domagać się poważniejszego zaangażowania swojego amerykańskiego sojusznika w Syrii, którego naloty w tym kraju są uważane za zbyt słabe - dodają źródła rządowe.

USA dokonują od 10 do 15 ataków z powietrza dziennie przeciwko IS, w porównaniu z 250 uderzeniami dziennie dokonywanymi przez NATO w czasie trwania wojny w Kosowie w 1999 roku czy 110 nalotami podczas inwazji w Afganistanie dwa lata później - uważa ekspert ds. zwalczania terroryzmu David Kilcullen.

Według jednego ze źródeł wizyta Hollande'a na Kremlu ma na celu sprawdzenie, jak bardzo Francuzi mogą liczyć na Rosjan. Paryż poparł pomysł Moskwy ws. koalicji po zamachach, ale Francuzi nie mają zaufania co do celów Rosji w Syrii. Moskwa jest podejrzewana o dalsze wspieranie sił prezydenta Baszara el-Asada.

(j.)