To już piąty dzień obowiązywania w Brukseli najwyższego poziom alertu antyterrorystycznego. Szkoły są już jednak otwarte i stopniowo zaczyna działać metro. Na ulice wysłano dodatkowo pół tysiąca policjantów. Czy Bruksela budzi się do życia i zaczyna być choć trochę normalnie?

Ulice Brukseli patrolują dodatkowe oddziały policji i żołnierzy /OLIVIER HOSLET /PAP/EPA

Tej normalności jest już trochę więcej. Ludzie przyzwyczaili się do obecności na ulicach wojska i policji. Nie wolno się bać, jeżeli będziemy się wszyscy bać, to miasto wymrze. Jest policja i wojsko, czuję się całkiem bezpiecznie – przekonuje korespondentkę RMF FM mężczyzna, który korzysta dzisiaj z metra, po raz pierwszy od czterech dni.

Otwarcie szkół, mimo utrzymania alertu na takim samym, najwyższym poziomie, wywołuje w Belgii najwięcej polemiki. Szkoły zabezpiecza 300 dodatkowych policjantów. Widok wojska przed bramą szkolną nie budzi jednak zaufania, zwłaszcza rodziców. Przecież nic się nie zmieniło, nie znaleziono ani broni, ani materiałów wybuchowych. Nie wierzę, że belgijskie władze są w stanie zagwarantować bezpieczeństwo wszystkim szkołom – mówi Agnieszka, mieszkająca w Brukseli Polka, mama dwójki dzieci.

Niektórzy rodzice niepokoją się także tym, że przed szkołami ich pociech nie ma w ogóle wojska ani policji, mimo zapewnień władz. Młodzież nie ma problemu z widokiem wojska przed szkolną bramą. Mnie to nie przeszkadza, mam nadzieję, że rzeczywiście w naszej szkole będzie  bezpiecznie, bo uważam, że na co dzień w szkole z bezpieczeństwem i tak nie jest najlepiej – mówi mi uczennica liceum. Trzeba być spokojnym i zachowywać się normalnie - dodaje jej kolega.

Żeby dzieci czuły się bezpiecznie, politycy przerzucają się pomysłami. Najbardziej kuriozalny to wniosek minister edukacji Joelle Milquet, aby w   każdej brukselskiej szkole powstał tzw. safe room, czyli bezpieczne pomieszczenie, w którym w razie ataku terrorystycznego będą mogły się schronić i dzieci i nauczyciele. Nie będziemy budować w szkołach bunkrów – odparował burmistrz Brukseli Yvan Mayer. Tak więc koniec już z jednomyślnością, z jaką mieliśmy do czynienia w pierwszych dniach alertu. Powraca również do życia normalna debata polityczna.

(mpw)