"Nie cofniemy się przed strachem i nie ustąpimy przed próbami podzielenia nas" - mówił Emmanuel Macron po zwycięstwie w drugiej turze wyborów prezydenckich we Francji. MSW w Paryżu podało po podliczeniu 99,99 procent głosów, że Macron uzyskał 66,06 procent głosów, a jego rywalka, liderka skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen - 33,94 procent. Przemawiając do swych zwolenników ze sceny ustawionej na dziedzińcu Luwru, przyszły prezydent Francji zapowiedział m.in. ponowne zacieśnienie więzów między Europą a "narodami, które ją tworzą", i dodał, że Francja będzie w pierwszym szeregu walki z terroryzmem "zarówno u siebie, jak i za granicą".

Przyszły prezydent Francji Emmanuel Macron /CHRISTOPHE PETIT TESSON /PAP/EPA

Dziś wieczorem patrzy na nas cała Europa, patrzy świat. Oczekują od nas, że obronimy ideały Oświecenia - mówił Macron.

Kochajmy Francję! - zaapelował i zadeklarował, że uczyni wszystko, by Francja pozostała wierna swym republikańskim zasadom wolności, równości i braterstwa.

W ciągu następnych pięciu lat zrobię wszystko, by żaden Francuz nie miał powodu oddawać swojego głosu na ugrupowania skrajne - zaznaczył.

Wcześniej Macron mówił również, że jest świadom gniewu, wątpliwości i niepokoju, jakie wyrazili Francuzi podczas wyborów. Dodał, że wyniki uzyskane przez kandydatów skrajnych partii obligują go do pojednania narodu. Jak powiedział, na jego barkach będzie spoczywała przez kolejnych pięć lat odpowiedzialność za uspokojenie obaw Francuzów.

Moją odpowiedzialnością będzie zgromadzenie razem wszystkich kobiet i mężczyzn gotowych stawić czoło gigantycznym wyzwaniom, jakie nas czekają - podkreślił.

Macron: Musimy zbudować silną większość parlamentarną

Macron zaznaczył również, że realizacja jego programu wymaga zbudowania silnej większości parlamentarnej.

Mamy przed sobą ogromne zadanie. Będzie ono wymagało budowania, już od jutra, prawdziwej większości, silnej większości (...), by móc zaprowadzić zmiany, na które nasz kraj ma nadzieję i na które zasługuje - powiedział prezydent-elekt.

Wezwał swych zwolenników, by skoncentrowali się teraz na walce o zdobycie większości w wyborach do Zgromadzenia Narodowego, niższej izby francuskiego parlamentu, które odbędą się 11 i 18 czerwca.

Z niedzielnego sondażu ośrodka Kantar Sofres wynika, że En Marche! - ruch polityczny Macrona - i popierający go centrowy Ruch Demokratyczny (MoDem) mogą zdobyć w pierwszej turze wyborów do Zgromadzenia Narodowego 24 procent głosów.

Instytut sondażowy Harris Interactive prognozuje z kolei, że w wyborach do Zgromadzenia Narodowego En Marche! i MoDem zyskają 26 procent głosów.

Według tego samego ośrodka, Republikanie Francois Fillona i centrowy Związek Demokratów i Niezależnych, który poparł Fillona przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, zdobędą w pierwszej turze wyborów parlamentarnych 22 procent głosów. W sondażu Kantar Sofres partie te poparło 21 procent wyborców.

Harris Interactive prognozuje również, że skrajnie prawicowy Front Narodowy może zdobyć 22 procent głosów, a skrajnie lewicowe ugrupowanie Francja Nieujarzmiona, na czele którego stoi Jean-Luc Melenchon, może zyskać poparcie na poziomie 19 procent.

W badaniu Kantar Sofres Front Narodowy zyskał 21 procent głosów, Francja Nieujarzmiona - 15 procent, a socjaliści - 9 procent.

Blok popierający Macrona ma zatem szanse zdobyć największe poparcie w czerwcowym głosowaniu. Co jednak ciekawe, ruch En Marche! powstał zaledwie rok temu, nie jest też formalnie partią.


(e)