W Niemczech od kilku miesięcy trwa polityczny pat. Niekwestionowana liderka, kanclerz Angela Merkel, nie zdołała doprowadzić do utworzenia koalicji CDU z Partią Zielonych i liberałami z FDP. "Jamajka" - jak określa się potencjalny sojusz w Berlinie - była od wyborów przedmiotem trudnych negocjacji. W weekend zakończyły się fiaskiem.

Angela Merkel /Clemens Bilan /PAP/EPA

Co różni potencjalnych koalicjantów? Klimat, czyli kwestia chociażby tego, jak długo mają działać elektrownie węglowe. Tutaj Zieloni oczywiście chcą szybkiego zamykania, liberałowie i chadecy mówią, że to niepoważne - mówi w RMF FM Agnieszka Łada z Instytutu Spraw Publicznych. Jest jeszcze kwestia stosunku do uchodźców czy finanse - tutaj politycy spierają się o specjalny podatek solidarnościowy na landy wschodnie. Liberałowie chcieli go znieść, inne partie pytają: "No dobrze, ale to będzie dziura w budżecie. Jak ją zapełnić?

Na te pytania nie potrafiła przekonująco odpowiedzieć Angela Merkel. Plan utworzenia "Jamajki" nie powiódł się. Jakie scenariusze można obecnie przewidzieć? Są trzy - wszystkie mało możliwe i niełatwe - wylicza Łada. Po pierwsze, socjaldemokraci jednak mogą zacząć negocjacje. Na razie mówią, że nie chcą, ale już słychać, że niektórzy wcale by tego nie wykluczali. (...) Po drugie, rząd mniejszościowy, czyli na przykład chadecja z liberałami lub chadecja z Zielonymi - tłumaczy. Trzecim rozwiązaniem miałoby być rozpisanie przez prezydenta Niemiec wcześniejszych wyborów po fiasku głosowań nad wotum zaufania dla proponowanego gabinetu.

Brak decyzji w Niemczech może oznaczać konsekwencje dla całej Europy. Jest niepewność. Przede wszystkim chodzi o tę niepewność w momencie, kiedy reformy w UE są potrzebne. A nikt ich nie zacznie bez tego, że Niemcy powiedzą "tak" lub "nie". Bez rządu Niemcy tego nie powiedzą. Obecny rząd nie może się wypowiadać, bo to jest rząd tylko roboczy, przejściowy gabinet - przewiduje Łada. Według niej taki stan może trwać nawet do kwietnia przyszłego roku.

Czy porażka rozmów koalicyjnych to rzeczywiście koniec politycznej drogi Angeli Merkel? Według ekspertki, zmiany rozpoczęły się wcześniej. Ogólnie ten koniec Merkel już jest widoczny od iluś tygodni. Ona powiedziała, że to jest jej ostatnia kadencja. To nie jest nic nowego. Od początku, jeszcze przed wyborami, mówiono "czy ona dociągnie do końca kadencji czy zrezygnuje"? Udzieliła bardzo dwóch bardzo ciekawych wywiadów w poniedziałek, czyli po tym, jak "jamajka" nie doszła do skutku. Mówiła, ze ona jest do dyspozycji jako kandydat na kanclerza, ponieważ obiecała wyborcom, że jest do dyspozycji przez 4 lata. I w partii na razie nikt absolutnie nie wysuwa głosów "to może zmieńmy naszego kandydata na kanclerza". Partia stoi za nią" - podsumowuje Łada.