W ostatniej przed prawyborami w New Hampshire debacie prezydenckiej senator Bernie Sanders kolejny raz oskarżył swą rywalkę Hillary Clinton o związki z Wall Street. "Wystarczy. Już dość. Jeśli coś na mnie masz, to powiedz" - odpierała atak była szefowa dyplomacji.

Bernie Sanders i Hillary Clinton /MICHAEL REYNOLDS /PAP/EPA

Debata, jaka odbyła się w czwartek wieczorem czasu lokalnego w Durham w stanie New Hampshire, była zdecydowanie najbardziej agresywna z dotychczasowych starć między Clinton a Sandersem. Obojgu walczącym o nominację Demokratów kandydatom puszczały nerwy, gdy próbowali zademonstrować, jak spore są między nimi różnice.

Sanders, określany jako socjalista, który z walki z finansjerą z Wall Street uczynił główny filar swej kampanii prezydenckiej, podkreślał, że jego kampanię w całości finansują drobne datki "zwykłych Amerykanów". Swej rywalce zarzucił natomiast związki z tą finansjerą, włączając w to hojnie płatne przemówienia, jakie Clinton wygłaszała m.in. w banku Golden Sachs po zakończeniu pracy na stanowisku szefowej dyplomacji USA.

Clinton ripostowała oskarżając Sandersa, że stosuje wobec niej "przebiegłe oszczerstwa" i sugeruje, że każdy polityk, który kiedykolwiek wziął pieniądze, powinien przestać uprawiać politykę. Czas to zakończyć. Wystarczy już. Jeśli masz coś na mnie, to powiedz - zwróciła się do rywala. Nie znajdziesz niczego na mnie, co by dowodziło, że zmieniłam stanowisko lub sposób głosowania dlatego, że kiedykolwiek otrzymałam dotację - podkreśliła.

Sanders jednak nie odpuszczał. Sekretarz Clinton reprezentuje establishment. Ja - mam nadzieję - zwykłych ludzi - mówił.

Senator Sanders jest jedynym człowiekiem, który określa mnie, kobietę ubiegającą się o urząd prezydenta, jako reprezentantkę establishmentu - ironizowała w odpowiedzi Clinton. Oświadczyła, że w przeszłości nieraz udowodniła, że jest za "ograniczeniem nadużyć Wall Street", i podkreśliła, że jej propozycje dalszego uregulowania rynków finansowych zostały uznane przez wielu lewicowych ekonomistów, w tym noblistę Paula Krugmana, za najdalej idące. Zwróciła też uwagę że menedżerowie funduszy hedgingowych prowadzą przeciwko niej wielką kampanię, próbując przekonać Demokratów, by nie głosowali na nią, tylko na Sandersa, "bo się jej boją". Wiedzą, jakie są moje dokonania, co zrobiłam - stwierdziła.

Nie był to zresztą jedyny moment debaty, gdy Clinton próbowała przedstawić się jako pragmatycznego i doświadczonego polityka, a swego rywala jako nierealistycznego idealistę, który składa obietnice bez pokrycia.

To, co proponujesz, jest po prostu nie do przeprowadzenia - mówiła o propozycjach Sandersa w sprawie darmowych studiów dla wszystkich czy powszechnej służby zdrowia na wzór europejski. Jej zdaniem, te propozycje byłyby nie tylko zbyt kosztowne, bo wymagałyby podniesienia podatków dla klasy średniej, ale przede wszystkim nie zyskałyby poparcia w Kongresie.

Nie akceptuję takiego założenia - ripostował Sanders, wskazując, że innym rozwiniętym krajom udało się wprowadzić powszechny system ubezpieczeń i "poskromić sektor farmaceutyczny", który - według niego - winduje w USA ceny lekarstw.

Sanders zarzucił również Clinton, że nie jest wystarczająco lewicowa, i kolejny raz obiecał, że jako prezydent przeprowadzi "polityczną rewolucję". Musimy powstać i sprzeciwić się interesom wielkich pieniędzy - apelował.

Była sekretarz stanu wypadła zdecydowanie lepiej od Sandersa w części dotyczącej polityki zagranicznej. Senator, odpowiadając na zarzuty, że jak dotąd nie przedstawił żadnych szczegółowych propozycji ws. pokonania Państwa Islamskiego, przyznał, że ma mniejsze od Clinton doświadczenie w tego typu sprawach. Ale doświadczenie nie wystarczy, liczy się też umiejętność oceny - zastrzegł, przypominając, że w przeciwieństwie do niego Clinton poparła jako senator USA w głosowaniu wojnę w Iraku.

Głosowanie w 2002 roku w sprawie Iraku nie jest propozycją, jak pokonać ISIS dziś - ripostowała Clinton.

Na zakończenie debaty Sanders przypomniał, że wywodzi się z bardzo skromnej rodziny. Mój ojciec wyemigrował do USA z Polski w wieku 17 lat, nie mając żadnych pieniędzy. Zmarł młodo. Nie mógł sobie wyobrazić, że będę kiedyś startować w wyborach prezydenckich - powiedział.

Debata była pierwszym bezpośrednim starciem demokratycznych rywali po prawyborach w Iowa, które Clinton bardzo nieznacznie wygrała.

Znacznie trudniej będzie jej wygrać z Sandersem w New Hampshire - liczącym zaledwie 1,5 mln mieszkańców stanie, który zagłosuje w prawyborach jako drugi, 9 lutego. Od miesięcy sondaże wskazują tam na znaczną, wynoszącą nawet kilkanaście punktów procentowych przewagę 74-letniego senatora. Jego popularność wynika w dużej mierze z tego, że pochodzi z sąsiadującego z New Hampshire stanu Vermont.

Analitycy ostrzegają jednak, by nie przywiązywać zbyt dużej wagi do wyników prawyborów w dwóch pierwszych stanach: Iowa i New Hampshire, bo elektorat w nich jest niereprezentatywnie biały i - w przypadku Demokratów - bardzo lewicowy. Silna pozycja w tych stanach Sandersa nie jest wielkim zaskoczeniem.

(edbie)