Więcej niż poprzednio zagranicznych obserwatorów wybiera się w tym roku na listopadowe wybory prezydenckie w USA. Przewiduje się możliwość konfliktów w czasie głosowania i sporów o jego wynik, m.in. w związku z kandydaturą Donalda Trumpa.

Donald Trump i Hillary Clinton /JUSTIN LANE /PAP/EPA

Jak podał w czwartek "Washington Post", Organizacja ds. Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), która wysyła obserwatorów na amerykańskie wybory od 2003 roku, planuje wysłanie tym razem 500 osób. W poprzednich wyborach, w 2012 roku, było ich tylko 44.

Po raz pierwszy swoich obserwatorów przyśle także Organizacja Państw Amerykańskich (OAS) oraz Rosja. Rosyjskie wybory parlamentarne w zeszłym miesiącu monitorowało 63 obserwatorów amerykańskich.

Przewiduje się, że podczas wyborów w USA 8 listopada może dojść do konfliktów w związku z uchwaleniem w niektórych stanach ustaw wymagających przy rejestracji do wyborów lub przed oddaniem głosu okazywania dowodów tożsamości ze zdjęciem. Część tych ustaw została zakwestionowana w sądach po pozwach wnoszonych przez Afroamerykanów i Latynosów. Argumentują oni, że takie przepisy mogą uniemożliwić głosowanie wielu wyborcom, którzy nie posiadają prawa jazdy, służącego w USA jako dowód tożsamości.

Obawy, że dojdzie do gwałtownych sporów, pojawiły się także po wypowiedziach republikańskiego kandydata na prezydenta Donalda Trumpa. Mówił, że wybory mogą zostać sfałszowane. Ostatnio Trump wezwał swoich zwolenników, żeby udawali się do lokali wyborczych, obserwowali przebieg głosowania i starali się nie dopuszczać do nadużyć.

Konflikty są także możliwe między samymi obserwatorami zagranicznymi a władzami w USA. Wybory nie odbywają się tam według jednolitej ordynacji - organizują je poszczególne stany. Dwanaście stanów zabrania wstępu do lokali wyborczych zagranicznym obserwatorom. W czasie wyborów w 2012 roku władze stanów: Teksas i Iowa zagrozili obserwatorom OBWE, że zostaną aresztowani, jeśli pojawią się w lokalach wyborczych.

Tym razem jednak obserwatorzy zagraniczni będą tym bardziej potrzebni, ponieważ rząd federalny ograniczył liczbę swoich własnych obserwatorów.

APA