Pierwszy program niemieckiej telewizji publicznej ARD uważa, że utworzenie rządu przez PiS grozi "orbanizacją" Polski, co w Niemczech powinno uruchomić "sygnał alarmowy". "Idą ciekawe czasy, także dla nas" – zauważają tamtejsi komentatorzy.

Jarosław Kaczyński i Beata Szydło /PAP/Paweł Supernak /PAP

Rozmiary zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości są wielką niespodzianką - powiedziała warszawska korespondentka ARD Griet von Petersdorff. Jej zdaniem powodem tak wielkiego sukcesu PiS była słabość Platformy Obywatelskiej. PO rządziła przez dwie kadencje, co spowodowało przesyt - oceniła Petersdorff. Dodatkowym osłabieniem PO było odejście Donalda Tuska - zaznaczyła korespondentka.

W osobnym odredakcyjnym komentarzu Robin Lautenbach podkreślił, że Polska jest po Francji najważniejszym partnerem Niemiec. Utworzenie przez PiS następnego polskiego rządu powinno wywołać na lewo od Odry przenikliwy dźwięk sygnału alarmowego - powiedział komentator. Jak wyjaśnił, powodem do niepokoju jest "mocny człowiek tej partii - Jarosław Kaczyński".

"PiS kocha Orbana, ma z nim tylko jeden problem"

Lautenbach przypomniał, że niemal 10 lat temu, gdy Kaczyński był szefem rządu, "stale prowokował polityczne awantury w polityce wewnętrznej i zaszkodził poważnie relacjom Polski z Niemcami i UE".

Zdaniem ARD w kampanii wyborczej Kaczyński "świadomie posługiwał się nienawiścią, podjudzając przeciwko muzułmańskim uchodźcom, chociaż w rzeczywistości nie ma ich w Polsce". Jak dodano, szef PiS "posługiwał się słowami, które wprawiły w zdumienie nawet Pegidę i AfD".

Czy kolejny wschodnioeuropejski kraj popadnie w orbanizm? - pytał Lautenbach. PiS kocha Orbana, ma z nim tylko jeden mały ideologiczny problem - a problemem tym jest jego sympatia do Putina - tłumaczył niemiecki komentator.

Lautenbach zastrzegł, że sytuacja w Polsce nie musi rozwijać się według czarnego scenariusza. PiS też się zmienił. Do władzy doszło nowe pokolenie, bardziej otwarte na świat, mniej fanatyczne, którego patriotyzm nie ogranicza się do poglądów antyniemieckich i antyeuropejskich - powiedział komentator. Podkreślił jednak, że pozostaje "jedno nurtujące podejrzenie" - to, że po niedługim czasie Jarosław Kaczyński "wyrzuci miłą panią Szydło i sam ogłosi się premierem".

(mn)