"Internet w kampanii wyborczej nie przyjmuje wszystkiego. Ale jeśli wypatrzy się trendy i umiejętnie się je podtrzymuje, to jest to krok we właściwym kierunku" - mówi RMF FM dr Dominika Kasprowicz, politolog z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Podkreśla, że politycy traktują sieć i jej użytkowników coraz poważniej. "To już nie jest do końca wirtualny słup ogłoszeniowy - powieszono na nim telefon. Jest to moim zdaniem krok w stronę komunikacji 2.0" - dodaje ekspertka.

Jednym z narzędzi komunikacji z wyborcami są dla polityków portale społecznościowe /DPA/Oliver Berg /PAP

Dzięki partiom, które wyrosły na buncie użytkowników sieci - m.in. KORWiN i Kukiz ’15 - internet zaczyna być wykorzystywany może nie w 100 procentach, ale w dużo większym stopniu niż to miało miejsce do tej pory - ocenia Kasprowicz. Ten kanał komunikacji się zmienia. Oczywiście, jest tam dużo śmieci. Trudno - zwłaszcza młodemu wyborcy - je odsiać - zastrzega.

Czy w kampanii wyborczej internet przyjmie wszystko? Ekspertka nie zgadza się z takim stwierdzeniem. Nieudolne próby wykorzystania sieci się nie sprawdzają. Ale jeśli wypatrzy się trendy i umiejętnie się je podtrzymuje, to jest to krok we właściwym kierunku - zauważa. Dobrym przykładem jest to, co zrobił np. lider Nowoczesnej, wobec którego toczy się w internecie bardzo rozległa kampania negatywna. On na spotkaniu w jednej z kafejek po kolei omawiał złośliwe memy pod swoim adresem - przypomina.

Dr Kasprowicz podkreśla, że do kampanii w sieci trzeba być odpowiednio przygotowanym - albo merytorycznie, albo przynajmniej kadrowo. Internetowe gole samobójcze mają miejsce w przypadku wielu pojedynczych kandydatów. Oni wiedzą, że trzeba być na Facebooku, na Twitterze, na Snapchacie, ale często nie czują się w tym środowisku naturalnie - zauważa ekspertka. Dziwi mnie, że podstawowe błędy popełniają - wydawałoby się - doświadczeni w komunikacji politycy - dodaje.

Przeciwwaga dla hejtu i uproszczeń

Wirtualna społeczność wyborcza jest podatna na hejt, infografikę, uproszczenia, skróty myślowe i emocjonalne podejście do polityki, ale powoli buduje się do tego przeciwwaga. To jest nowe, bardzo ciekawe i pożądane - zwraca uwagę ekspertka. Stosunkowo nowym trendem, który się pojawia w polskiej rzeczywistości wyborczej, są różnego rodzaju inicjatywy - mniej lub bardziej profesjonalne - które starają się polityczną propagandę wyborczą uwiarygodniać albo odwrotnie - ją obnażać. M.in. organizacje pozarządowe robią za nas kawał "detektywistycznej" roboty - ustalają, kto ma jakie stanowisko, jak głosował i de facto kim jest i czy się nadaje - tłumaczy. Zwraca też uwagę na rosnącą popularność tzw. nawigatorów wyborczych. Jednym z nich jest stworzony na krakowskim Uniwersytecie Pedagogicznym Barometr Wyborczy.

Nawigatory wyborcze to próba skierowania obywateli na racjonalny wybór. To narzędzie ma zwrócić naszą uwagę, że to, co jest mówione i obiecywane w kampanii, a także robione w trakcie kadencji, jest ważne. Innymi słowy - mówimy o kwestiach programowych - wyjaśnia Kasprowicz. Na przykładzie Barometru Wyborczego tłumaczy, jak tworzone są takie narzędzia. Nie jesteśmy tubą sztabów wyborczych i nie mówimy tego, co one by chciały - staramy się przy pomocy grona ekspertów ustalić i sprawdzić, jak wyglądają stanowiska partii i komitetów wobec określonych kwestii. Bazujemy na ogólnodostępnych materiałach - każdy wyborca mógłby do nich dotrzeć, gdyby chciał i miał czas. Mamy katalog źródeł i ich ustaloną hierarchię. Materiały programowe są punktem wyjścia, ale są weryfikowane w oparciu m.in. o to, co mówią liderzy - opisuje ekspertka. Dodaje, że sztaby wiedzą o działaniach naukowców i otrzymują wyniki ich pracy do wiadomości. Nie jest jednak tak, że sztaby mają prawo weta. Jesteśmy w stanie negocjować, ale nie pamiętam, żeby nasi eksperci zmieniali zdanie po uwagach sztabów - zastrzega.

Pytana o to, kto korzysta z Barometru i innych nawigatorów, Kasprowicz podkreśla, że robią to głównie ludzie młodzi. Bardzo nas cieszy wynik oscylujący w okolicach 200 tys. użytkowników. Wiemy o nich tyle, ile sami o sobie powiedzą. Największa grupa jest między 18. a 26. rokiem życia. To głównie mężczyźni, mieszkańcy średnich i dużych miast. W dużej części to osoby z wyższym wykształceniem i takie, które mają firmy lub deklarują, że chcą w przyszłości je założyć - wylicza.

Widzimy trend wzrostowy, jeśli chodzi o zainteresowanie naszym Barometrem i innymi tego typu narzędziami. One są traktowane jak coś fajnego, skutecznego i pożytecznego - podsumowuje.

O tych materiałach i akcjach wyborczych było głośno w sieci:

#KolejNaEwę - internauci wyśmiewają nową akcję PO

Ryszard Petru zburzył "partyjny mur". "Możemy lepiej urządzić Polskę za te same pieniądze"

Platforma bezprawnie wykorzystała wizerunek Roberta Lewandowskiego