16 grudnia 2010 roku. Do Bożego Narodzenia ledwie tydzień. Późnym wieczorem w Sejmie mają się odbyć ważne głosowania. Przed nimi posłowie chyłkiem zmykają z gmachu przy Wiejskiej po ostatnie sprawunki, na ostatnie przedświąteczne spotkania. Wracają z torbami w mikołaje, wypełnionymi po brzegi prezentami dla najbliższych. Czuć atmosferę przedświątecznego rozprężenia. Jednocześnie wiadomo, że nie sposób będzie wymówić się od udziału w głosowaniu.

Ogłoszono pełną mobilizację, bo Sejm ma decydować o losie ustawy, która zmniejsza strumień pieniędzy podatników płynący do partii politycznych. Rządząca Platforma podpisuje się pod nią obiema rękami. Koalicyjny PSL już mniej. Jak zabiorą nam wszelkie finansowanie, to nie będziemy w stanie zapłacić honorowego długu - mówi mi Stanisław Żelichowski z PSL-u . Inicjatywa Platformy bierze się z tego, że Platforma ma większe finansowanie jak limity wydatków, czyli nie może wykorzystać wszystkich środków, które dostaje, więc oddaje trochę tak, jak Zagłoba Niderlandy. Natomiast mniejsze partie działają na styk...

Wygląda na to, że będą się liczyć pojedyncze głosy... Posłowie powoli zaczynają się schodzić. Nagle w drzwiach staje Ludwik Dorn, były wicepremier i były marszałek Sejmu, w grudniu 2010 roku poseł niezrzeszony, acz sympatyzujący z PiS-em... W czarnym płaszczu, w czapce... Jakoś po wejściu nie może się odnaleźć... Podmuch ciepłego powietrza sprawia, że dziwnie chwieje się na nogach...

Postanawiam podejść bliżej i pod pretekstem nagrania jego wypowiedzi na temat tego, jak będzie głosował - przyjrzeć się, w jakiej formie jest wybraniec narodu, który zmierza na bardzo ważne głosowanie. Czekam aż poseł odda płaszcz do szatni i jeszcze nim przekroczy próg sali plenarnej pytam, o to, jaką poseł zamierza podjąć decyzję w kwestii finansowania partii politycznych...

Odpowiedź pewnie pamiętacie...

Jak będzie pan głosował? - Powiem tak, yyy... jeśli chodzi o 2011 rok, to mam wątpliwości.

Poseł Dorn chce zbyć dziennikarzy krótką odpowiedzią, że wstrzyma się od głosu. Odpowiedź na pytania dodatkowe wyraźnie sprawia mu trudność. Co dziwne, od posła czuć wyraźnie woń alkoholu. Dorn wchodzi na salę plenarną. Siedzi akurat na wprost loży dziennikarskiej. Obserwuję, co robi w czasie głosowań. Dorn kręci się niespokojnie. Podpiera się ręką, tak jakby trochę przysypiał. To zdejmuje, a to zakłada okulary. Zagaduje siedzącego obok Adama Lipińskiego. Stara się pozbierać kartki, które upuścił.

Ewidentnie Dorn jest nie w formie. Nie przywidziało mi się. Zachowuje się inaczej niż zwykle. Wygląda, na bardzo zmęczonego, jakby myślał mniej trzeźwo. Podchodzą do niego kolejni koledzy, rozmawiają, odchodzą. Na sali wokół Dorna robi się zamieszanie. Wraz z grupą innych dziennikarzy podchodzę blisko drzwi, przy których siedzi poseł. Chcę go zapytać o samopoczucie. Ale nie jest mi to dane. Mnie i innych z kuluarów przegania straż marszałkowska. Dlaczego? - dopytuję, ale strażnik wyraźnie nie ma ochoty na rozmowy. Nie jest też skłonny do negocjacji, odsyła mnie do biura prasowego.

Poważnie się obawiam, że poseł Dorn może przez kolegów zostać "wycofany do pokoju w hotelu poselskim". Tam dziennikarze już nie mają wstępu. Jedyna nadzieja, że wybraniec narodu nie będzie chciał się ruszyć bez swego płaszcza i swojej czapki.

Dlaczego czuć od pana alkohol? - Mmmmm...

Trzeba się zaczaić przy szatni... Bingo... Po chwili pojawia się Dorn, choć tym razem już zdecydowanie mniej rozmowny.

Chyba zorientował się, że wszystko, co powie, może zadziałać na jego niekorzyść. Dlatego stara się jak najszybciej opuścić Sejm. Niestety nie lada pułapką okazuje się zimowe odzienie... Dorn stara się uporać z szalikiem, czapką i płaszczem. Cenne chwile mijają, a tu w jego stronę pędzi już chmara dziennikarzy i to z kamerami. Dorn zaczyna szarżę w stronę wyjścia. Były marszałek i wicepremier stara się rozgonić tłum przed sobą, odpycha dziennikarzy, macha rękami, wyrywa kable z kamer i ucieka.

Dorn znika. Ponieważ nie usłyszałam od niego wyraźnej informacji, że nie pił alkoholu, próbuję o jego samopoczucie dopytać kolegów. Kolejni posłowie PiS-u zbywają mnie milczeniem. Niektórzy patrzą wymownie... I tyle.

Wróćmy więc do wyników głosowania, bo przecież o to chodziło - obcięto subwencje dla partii, przeważyły 4 głosy.

Jeszcze w nocy publikujemy informację o słabym samopoczuciu i popisach Dorna. Następnego dnia rano na rmf24.pl już gorąco od komentarzy...

SEJM - to jedyne w Polsce miejsce pracy gdzie można kupić oraz w trakcie obrad (pracy) spożywać alkohol - a ustawę o wychowaniu w trzeźwości kto wymyślił!!!???

Powinno się zastosować to samo prawo dla wszystkich - czyli art.52 - ZWOLNIENIE DYSCYPLINARNE - utrata mandatu.

Kilku posłów by wyleciało z hukiem to może reszta wzięła by się w końcu do roboty!!!

Jeśli ja byłabym w pracy pod wpływem alkoholu to bym z niej po prostu wyleciała

Dlaczego w sejmie nie ma do tej pory izby wytrzeźwień, przecież posłowie powinni zadbać o full serwis usług. Nocleg by kosztował np. dwie diety poselskie i sejm by pracował dobroczynnie.

Dno!!!

On był na maksa pijany . Moim zdaniem to nie normalne

Banka, właśnie dlatego dobrze nie jest, że różne nietrzeźwe działania mają miejsce, więc nie opowiadaj bzdur łaskawie i nie usprawiedliwiaj pijanego. Moim zdaniem, z racji tego że szkodliwość społeczna głosującego w stanie nietrzeźwym posła może być ogromna, powinni oni być karani z całą surowością, podobnie jak pijani kierowcy, z karą więzienia włącznie. A że wylot z roboty w trybie natychmiastowym, to rzecz bezdyskusyjna.

To ledwie kilka z setek komentarzy na naszej stronie. Słuchacze są oburzeni zachowaniem posła. On sam - jakoś nie widzi potrzeby, by się tłumaczyć.

Posłuchaj tłumaczeń Ludwika Dorna

Już w lepszej formie mówi: Była sytuacja taka, że otoczyli mnie dziennikarze bardzo gęstym wianuszkiem. No i był na mojej drodze kabel. Jak państwo wiedzą, ja nie lubię, jeśli ktokolwiek, w tym dziennikarze, zachowuje się tak "nałaźliwie". No i musiałem jakoś przejść. I podniosłem kabel nad głowę . Nie daję się zbyć, pytam wprost, o alkohol, który czułam od posła poprzedniego dnia... Mój Boże - odpowiada Dorn - czegóż to dziennikarze nie wymyślą.

I tak sprawa umiera śmiercią naturalną... Co prawda zajęła się nią komisja etyki, ale szybko zakończyła pracę, bo Dorn nie stawił się na przesłuchanie... A dwa miesiące po zdarzeniu trudno już zebrać jakiekolwiek dowody.

Ludwik Dorn dziś jest "dwójką" na listach PiS-u w okręgu podwarszawskim. Do dziś nie ma też prawa, które pozwoliłoby na zbadanie posła alkomatem.