Uczestnicy Zjazdu Krajowego PO ponownie wybrali Donalda Tuska na szefa partii. Premier był jedynym kandydatem. Otrzymał 858 głosów, przeciwko jego kandydaturze głosowało 11 osób, wstrzymało się 3 delegatów. "Panie marszałku, drogi Bronku, kochany przyjacielu, dedykuję ci tę moją wygraną" - zwrócił się do Bronisława Komorowskiego.

Premier mówił dziennikarzom jeszcze przed głosowaniem, że nie dziwi się, iż nie ma kontrkandydata na stanowisko szefa partii, bo - jak ocenił - sytuacja jest taka, że PO potrzebuje mobilizacji, a jego przewodnictwo jest dobrze oceniane w partii. Podejrzewam, że pierwszy i ostatni raz dano mi taki komfort i dobrze, bo ja wolę konkurencję niż takie łatwe wygrane - powiedział Tusk.

Wybór przewodniczącego partii miał być głównym punktem Zjazdu Krajowego, ale - jak przyznają politycy Platformy - został on "przykryty" przez kampanię wyborczą i starcie Bronisława Komorowskiego z Jarosławem Kaczyńskim w wyborach prezydenckich. Zbieramy się po to, aby dać Komorowskiemu bardzo duże wzmocnienie i taką najlepszą z energię. To będzie główny cel naszego sobotniego spotkania - podkreślił Tusk. Jego zdaniem, Komorowski dawał już kilka razy sygnały, że dla spraw kluczowych dla Polski, jest gotów rozmawiać ze wszystkimi partnerami.

Dzisiaj inaczej definiuję moje pierwsze zadanie, inaczej definiuję moją i waszą pierwszą powinność. Dzisiaj i w najbliższych dniach tym pierwszym, najważniejszym zadaniem, tym prawdziwym, autentycznym liderem naszych ambicji i emocji jest Bronisław Komorowski - podkreślił Tusk.

Jak dodał, czas stawia nadzwyczajne wymagania Platformie. To czas największej próby w historii Platformy Obywatelskiej - ocenił premier. Panie marszałku, drogi Bronku, kochany przyjacielu, dedykuję ci tę moją wygraną, bo chciałbym, aby ona posłużyła tobie, bo wiem, że twój wysiłek i twoja wygrana, potrzebna jest Polsce, jak rzadko która wygrana polityczna w historii ostatnich kilkudziesięciu lat - dodał.

"Wzięliśmy odpowiedzialność za zdewastowane katastrofą smoleńską państwo"

Jako zaskakujące i przykre określił słowa Donalda Tuska o Jarosławie Kaczyńskim rzecznik jego sztabu wyborczego Paweł Poncyljusz. Jego zdaniem takich słów nie powinien używać premier rządu. czytaj więcej

Donald Tusk mówił podczas konwencji, że po katastrofie pod Smoleńskiem jego rząd oraz Bronisław Komorowski wzięli odpowiedzialność za zdewastowane tą katastrofą państwo. Zaznaczył, że od pierwszego dnia po katastrofie do teraz służą państwu, rodzinom ofiar tak skutecznie, jak tylko jest to możliwe.

Nie spotkałem nikogo w PO, komu by choćby przez sekundę przez głowę przeszedł pomysł, aby tragedia smoleńska stać się mogła atutem w politycznych rozgrywkach (…) Ale widzieliśmy też od pierwszych dni polityków, którzy z niezwykłym zapałem przystąpili do kampanii wyborczej, już w pierwszych dniach żałoby - mówił Tusk.

Tłumaczył, że mówi to, gdyż chce dotrzeć do wszystkich Polaków i nie pozwolić, by zakłamanie, hipokryzja, kłamstwo zatryumfowało, gdyż - jak podkreślił - wtedy dla Polski będzie to smutny dzień. Mamy tu wśród nas kandydata, który w sensie etycznym, dorobku życiowego, swoich poglądów jest człowiekiem przejrzysty jak kryształ. Płaci czasami za to cenę - mówił o Komorowskim premier.

Podkreślił, że Komorowski nie przebrał się w tej kampanii, nie zakładał kapeluszy, nie zdejmował okularów, a nawet wtedy, kiedy mu nie wszystko wychodziło, potrafił się do tego z uśmiechem przyznać, bo jest normalnym człowiekiem, który wie, że zaufanie można zbudować tylko na prawdzie - dodał.

Krajowa Konwencja Wyborcza odbywa się w warszawskim Centrum Expo XXI; bierze w niej udział 1300 delegatów.