Żaden nowy klub Ekstraklasy nie dołączył ostatnio do Extrakarty kibica, która w zamierzeniu ma być zintegrowanym systemem identyfikacji kibiców. Kilka miesięcy temu, po zamieszkach podczas finału Pucharu Polski, rząd i policja twardo zapowiadały, że bez takiego systemu kluby nie będą dopuszczone do rozgrywek.

Piotr Glinkowski rozmawiał z rzeczniczką Ruchu Chorzów

Kluby podtrzymują, że nie muszą przystępować do systemu ekstra karty, bo nie mają takiego prawnego obowiązku. A wymogi stawiane przez obecnie obowiązującą ustawę są spełnione.

Każdy klub ma dostęp do odczytu prawomocnych zakazach stadionowych - tłumaczy rzecznik Ekstraklasy Adrian Skubis.

Co więcej, kluby, które nie są w systemie ekstra karty, a mają dostęp do wiedzy o zakazach, dostają pozwolenia na organizację imprez masowych i to bez problemów. Gdzie wymagany przez rząd i policję zintegrowany system identyfikacji zwany również Centralną Bazą Kibiców?

To jest nuta przyszłości, bo my nie wiemy, kiedy nowelizacja zostanie podpisana - argumentuje Adrian Skubis. Ani jak będzie ostatecznie wyglądać. Wczoraj projekt został ponownie odesłany do sejmowych komisji.

Miała być twarda wojna z kibolami i bezlitosne egzekwowanie prawa od klubów

Skończyło się na prężeniu muskułów przez premiera . Urzędnicy MSWiA bezradnie rozkładają ręce, bo w przeciwieństwie do premiera dobrze wiedzą, że brak systemu formalnie nie może być powodem niedopuszczenia klubu do rozgrywek.

Przyjmowanie przez Donalda Tuska miny pogromcy kibola, nie ma tu mocy sprawczej. Kluby, które nie znajdą się w tym systemie nie będą mogły organizować imprezy masowej - mówił premier.

Problem w tym, że ustawa, która zmusza kluby do podłączenia do systemu, jest cały czas w Sejmie i zacznie obowiązywać dopiero za kilka miesięcy.

Dlatego - jak przyznaje wiceszef MSWiA Adam Rapacki - pozostaje zamykanie stadionów za inne uchybienia klubów. Będziemy podchodzić bardzo konsekwentnie do innych wymogów bezpieczeństwa. Te stadiony będą albo dopuszczane do rozgrywek bez udziału publiczności, bez udziału gości przyjezdnych tłumaczył.

I na tym zapewne się skończy, by nie okazało się, że groźna mina premiera nie na wszystkich robi wrażenie.