Żeby zestrzelić samolot pasażerski, potrzeba profesjonalistów, a nie grupy "pijanych goryli" - stwierdził premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk w wywiadzie dla niemieckiej gazety "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung". Szef ukraińskiego rządu podejrzenia dotyczące zestrzelenia pasażerskiego samolotu malezyjskich linii lotniczych kieruje w stronę Rosji.

„Rebelianci wywożą ciała ofiar katastrofy samolotu”

Prorosyjscy rebelianci wywożą z miejsca katastrofy malezyjskiego samolotu ciała ofiar – poinformował ukraiński rząd. Według niego separatyści nie zezwalają na rozpoczęcie śledztwa. czytaj więcej

Potrzebny jest bardzo profesjonalny personel, żeby znaleźć cele i odpalić tę rakietę. Możliwe, że ci ludzie przybyli z Rosji - oświadczył Arsenij Jaceniuk, podkreślając, że zestawu rakietowego nie mogliby obsłużyć "pijani goryle".

Szef kontrwywiadu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Witalij Najda stwierdził natomiast wprost, że rakietę wystrzelili rosyjscy specjaliści wojskowi kierowani przez osobę o pseudonimie "Miner", a rozkaz jej odpalenia wydał przywódca grupy bojowników kontrolujących miasto Gorłówka, obywatel Rosji Igor Biezler.

Zdaniem SBU, do obsługi zestawu Buk-M1, z którego miano strzelać, potrzeba trzech osób. Wiemy, że wraz z zestawem przybyło (na Ukrainę) trzech rosyjskich wojskowych - podkreślił Najda. Poinformował jednocześnie, że w piątek, dzień po tragedii malezyjskiego samolotu, Buk-M1 został wywieziony z Ukrainy przez obwód ługański i odjechał w kierunku rosyjskiej miejscowości Wiernieje Oriechowo.

Samolot malezyjskich linii Malaysia Airlines spadł w czwartek na wschodzie Ukrainy. Zginęli wszyscy, którzy byli na pokładzie - 298 osób. Maszyna najprawdopodobniej została zestrzelona pociskiem rakietowym, odpalonym z terytorium kontrolowanego przez prorosyjskich separatystów.

(bs)