Jest nieprawdopodobne, by zestawu Buk mógł użyć ktoś zupełnie nieprzygotowany - uważa redaktor prowadzący magazynu "Armia" Adam Maciejewski. Równocześnie jednak ocenia, że malezyjski samolot zestrzelono przez pomyłkę.

Na RMF 24 na bieżąco śledzimy wydarzenia związane z zestrzeleniem nad Ukrainą Boeinga 777. Zobacz naszą RELACJĘ MINUTA PO MINUCIE!

Według władz Ukrainy, samolot zestrzelili prorosyjscy separatyści, używając zestawu obrony powietrznej Buk. Zestawy, które po ZSRR przejęła armia Ukrainy, to poradziecki system Buk-M1. Nowe, produkowane obecnie w Rosji, mają inne radary i inne nośniki rakietowe.


Samobieżny zestaw Buk - opracowany w ZSRR, by zastąpić starsze zestawy Kub - operuje w baterii. Składa się ona z radaru nadzoru 360 stopni, pojazdu dowodzenia oraz pojazdów z wyrzutniami. Część wyrzutni ma stacje naprowadzania pocisków, pozostałe - poza rakietami na wyrzutniach - przenoszą zapasowe pociski.

Pociski są naprowadzane półaktywnie - wiązka, wysyłana przez stację naprowadzania umieszczoną na wyrzutni ,odbija się od obiektu, a czujnik głowicy naprowadza rakietę na odbite promienie.

Zależnie od pocisku Buk może razić cele na pułapie do 25 km. Ponad pięciometrowej długości pocisk przenosi ważącą 70 kg głowicę fragmentacyjną, która, odpalana przez czujnik zbliżeniowy, eksploduje w pobliżu celu i dziurawi go.

 

Wyrzutnia rakiet Buk trafiła na Ukrainę z Rosji - przekonuje Służba Bezpieczeństwa Ukrainy i publikuje nowe taśmy z podsłuchanymi rozmowami separatystów, które mają tego dowodzić. Według SBU, wyrzutnia przejechała granicę cztery dni temu, później na lawecie przewieziono ją do Doniecka, a stamtąd... czytaj więcej

Żeby użyć takiego zestawu, trzeba mieć system obrony powietrznej i odpowiednią liczbę przeszkolonych ludzi. Stanowisko dowodzenia zbiera dane ze stacji radiolokacyjnej systemu dotyczące pułapu, prędkości i kursu lecących obiektów. Stanowisko dowodzenia rozdziela cele między wyrzutnie. Żeby skutecznie użyć systemu, trzeba wiedzieć, skąd nadlatuje cel - stacja podświetlająca potrzebuje danych z radiolokacji - wyjaśnia w rozmowie z Polską Agencją Prasową Adam Maciejewski.

Jak mówi, zgodnie z procedurą, stacja podświetlająca cel pociskom wykorzystuje dane ze stanowiska dowodzenia zestawu Buk lub innego, kompatybilnego systemu, jednak wyrzutnia ma też wskaźnik sytuacji radiolokacyjnej, radar podświetlający o kącie widzenia 120 stopni pozwala na śledzenie niektórych obiektów.

Za najbardziej prawdopodobny uważa Maciejewski scenariusz, w którym pocisk wystrzelili prorosyjscy separatyści, którzy przejęli broń po armii Ukrainy i chcieli strącić ukraiński wojskowy transportowiec. Opowieści, że zestawy Buk przysłano z Rosji, można włożyć między bajki, z pewnością taka dostawa zostałaby zauważona - ocenia. Pytanie, co przejęli rebelianci - czy całe zestawy, czy jakieś ich elementy - dodaje.

Nieprawdopodobne, by byli to zupełni amatorzy, musieli mieć przynajmniej podstawowe przeszkolenie na ten system - podkreśla również Maciejewski. Według niego, gdyby strzelający wykorzystywali tylko radar podświetlający cel, musieliby wiedzieć, z którego kierunku nadlatuje maszyna i obrócić antenę w tym właściwym kierunku. Nie wierzę, by byli to zupełni naturszczycy: albo akcję koordynował ktoś, kto kiedyś obsługiwał ten system, albo dezerterzy z armii ukraińskiej - mówi Maciejewski.

Ministerstwo spraw wewnętrznych Ukrainy opublikowało film, na którym nagrano ciężarówkę przewożącą na lawecie system obrony przeciwlotniczej Buk. "Widać na nim dwa skrajne pociski. Środkowy jest niewidoczny" - napisał na swoim profilu na Facebooku szef MSW Arsen Awakow. To kolejne... czytaj więcej

Zwraca przy tym uwagę, że gdyby separatyści użyli ukraińskiego zestawu do zestrzelenia ukraińskiego samolotu, ten musiałby zostać zidentyfikowany jako swój. Natomiast malezyjski samolot pasażerski zostałby wskazany przez system jako nieznany.

Być może był to wypadek przy pracy po stronie separatystów, trudno uwierzyć w grubą prowokację. Prawdopodobnie nawet nie wiedzieli, do czego strzelają - ocenia również Maciejewski, wskazując na niedostatki wyszkolenia, emocje towarzyszące działaniom bojowym i fakt, że zestawu użyto poza całościowym systemem obrony powietrznej.

Cała sytuacja jest dość dziwna. W normalnych okolicznościach, gdyby były wątpliwości do trasy przelotu, wysłano by myśliwce, by go przechwyciły. Pytanie, dlaczego rejsowy samolot leciał nad obszarem działań wojennych, podczas gdy kilka tysięcy metrów niżej latają samoloty szturmowe - dodaje Maciejewski.

Zaznacza, że jeśli samolot rzeczywiście został trafiony pociskiem przeciwlotniczym, to pozwolą to stwierdzić nie tylko zapisy czarnych skrzynek, ale i fragmenty poszycia, a na pewno także systemy obserwacyjne innych państw zarejestrowały moment trafienia samolotu, co pozwoli określić, skąd wystrzelono pocisk.

W czwartek Boeing 777, najprawdopodobniej zestrzelony pociskiem ziemia-powietrze, rozbił się na Ukrainie, niedaleko granicy z Rosją, w rejonie objętym walkami między siłami ukraińskimi a prorosyjskimi separatystami. Samolot leciał z Amsterdamu do Kuala Lumpur. Na pokładzie było 298 osób. Wszystkie zginęły.

(edbie)