"Gdyby nie poparcie polityczno-militarne Rosji, gdyby nie wszystkie zielone ludziki, gdyby nie dostarczanie broni dla rebeliantów na Ukrainie, rebeliantów, którzy są w części są z całą pewnością obywatelami rosyjskimi, funkcjonariuszami różnych rosyjskich służb, to tego by nie było" - tak o zestrzeleniu malezyjskiego boeinga mówi Paweł Kowal, były europoseł, znawca Ukrainy. "Na pewno będzie w tej chwili próba wrzucenia tego śledztwa w tryby MAK-u. Sprawa jednak może tym razem nie udać się Rosji tak łatwo, jak się udała po katastrofie w Smoleńsku" - uważa Kowal.

Na RMF 24 na bieżąco śledzimy wydarzenia związane z zestrzeleniem nad Ukrainą Boeinga 777! Zobacz naszą RELACJĘ MINUTA PO MINUCIE!

Posłuchaj całej rozmowy Krzysztofa Berendy z Pawłem Kowalem

Krzysztof Berenda: To, co wczoraj wydarzyło na Ukrainie - jak to zmienia sytuację międzynarodową Ukrainy?

Paweł Kowal: To dotyka wielu państw na zachodzie, które dotychczas po cichu mówiły "to nie nasza sprawa". W tej chwili w sposób bolesny ta sprawa staje się sprawą ich rządów. Myślę, że trzeba tylko czekać na to aż opinia publiczna amerykańska, holenderska, francuska zacznie dyskusję o tym, że jednak nie można pozwalać sobie na to, żeby Rosja prowadziła politykę wspierania terrorystów praktycznie w środku Europy.

Do tej pory Zachód był w to włączony głównie dyplomatycznie. Czy można spodziewać się jakiegoś zaostrzenia konfliktu, jakiejś większej np. interwencji, wejścia militarnego na terytorium Ukrainy zajętą przez Rosjan?

Myślę, że wszyscy sobie zdają sprawę, że tutaj ciągle nie potrzeba pomagać militarnie w tym sensie, żeby wchodziły wojska, można ewentualnie pomagać militarnie i nawet trzeba to robić armii ukraińskiej - ale ten konflikt ciągle jest w zasięgu dyplomatów, on ciągle może być rozwiązany w gabinecie dyplomatycznym. Tylko zamiast pokazywać się całemu światu w swobodnych pozach na trybunie stadionów Brazylii, przywódcy Zachodu powinni jasno już dawno temu postawić warunki prezydentowi Putinowi, jeśli chodzi o wspieranie terrorystów.

Tomasz Hypki: Strzelający mógł pomylić cel albo rakieta uderzyła w zły samolot

"Mogło dojść do pomyłki tego, który strzelał: albo pomylił cel, albo strzelał do innego samolotu, a rakieta poleciała w kierunku innego. Systemy naprowadzania tego typu pocisków, dosyć starych, nie są precyzyjne i często naprowadzają się na inny cel" - mówi o zestrzeleniu Boeinga 777... czytaj więcej

Mamy teraz trzy narracje - Ukraińcy mówią, że to Rosjanie najprawdopodobniej zestrzelili ten samolot i publikują nagrania oficerów czy byłych oficerów GRU. Ci separatyści - czyli tak naprawdę Rosjanie przebrani za separatystów - mówią, że to Ukraińcy zestrzelili ten samolot. Moskwa z kolei mówi, że to Kijów odpowiada za to, chociaż nie można powiedzieć, że to oni zestrzelili. Która z tych narracji zwycięży?

Ważne żebyśmy się nie dali w żadną tą narrację wkręcić, ponieważ jedna rzecz jest podstawowa. Podstawowy jest fakt, że gdyby nie poparcie polityczno-militarne Rosji, gdyby nie wszystkie zielone ludziki, gdyby nie dostarczanie broni dla rebeliantów na Ukrainie, rebeliantów, którzy są w części są z całą pewnością obywatelami rosyjskimi, funkcjonariuszami różnych rosyjskich służb, to tego by nie było - nie może dzisiaj przyjąć takiego punktu widzenia, że my czekamy, zobaczymy co się wyjaśni, która wersja, która narracja zwycięży. Jeden fakt jest podstawowy - Rosjanie politycznie odpowiadają za destabilizację tej części Europy.

Co czeka teraz Putina albo co czeka też separatystów, którzy są na Ukrainie?

Dużo zależy od reakcji Zachodu, czyli od reakcji instytucji unijnych i Stanów Zjednoczonych. Reakcja prezydenta Obama była moim zdaniem niewystarczająca i jestem pewien, że będzie źródłem jego kłopotów wewnętrznych w Stanach Zjednoczonych, jeśli chodzi o reakcję republikanów. Jeśli chodzi o zachód Europy, to tutaj znowu mamy do czynienia z reakcją nieco dziecinną. Natomiast faktycznie prezydent Putin nie traci czasu. Jego ostatnie oświadczenia wyraźnie wskazują na to, że chce zyskać przewagę medialną. Doświadczenie tego typu katastrof z udziałem Rosji, także katastrofy smoleńskiej pokazuje, że kluczowe są w tych pierwszych godzinach reakcje medialne i oprzyrządowanie prawne do działania dla tych, którzy są faktycznymi ofiarami.

I na koniec śledztwo - samozwańcza republika doniecka mówi, że materiały wyślą do Moskwy, do MAK-u. Czy będziemy mieć powtórkę z naszego śledztwa smoleńskiego, takiego długotrwałego, czy to może pójść szybciej?

Na pewno będzie w tej chwili próba wrzucenia tego śledztwa w tryby MAK-u, który niestety ma bardzo złą reputację. Można zwrócić uwagę, jak szybko reaguje Wielka Brytania, żądając by do sprawy włączyła się Organizacja Narodów Zjednoczonych. Sprawa może tym razem nie udać się Rosji tak łatwo, jak się udała po katastrofie w Smoleńsku.

Putin się ugnie i dopuści międzynarodowych śledczych?

Trudno powiedzieć, co zrobi Putin. To zależy od tego, na ile zdecydowanie i w sferze prawnej, i w sferze propagandowej zareagują już przywódcy z Zachodu. Jeżeli będą czekali dwa, trzy dni, to później będą już w bardzo trudnej sytuacji dlatego, że pewne rzeczy się ustalą, a media, kamery wszystkich stacji światowych będą już zwrócone na coś innego.