Zachodnie sankcje zawierają luki i nie zaszkodzą gospodarce Rosji na tyle, by prezydent Władimir Putin zmienił kurs wobec Ukrainy - ocenił ekspert Rady Atlantyckiej Ian Brzeziński. Skrytykował też administrację USA za odrzucanie apeli o broń dla Ukraińców.

Osoby z bliskiego otoczenia Putina na czarnej liście UE

Unia Europejska nałożyła sankcje wizowe i finansowe m.in. na cztery osoby z bliskiego otoczenia prezydenta Rosji Władimira Putina. Ich nazwiska zostały opublikowane w Dzienniku Urzędowym UE. czytaj więcej

Myślę, że sankcje nie zmienią kalkulacji (prezydenta Rosji Władimira) Putina, bo nie są wystarczająco dotkliwe, by naprawdę, w sposób systemowy, zaszkodzić rosyjskiej gospodarce - podkreślił Ian Brzeziński, wicedyrektor wydziału ds. Europy i NATO w Pentagonie za prezydentury George'a W. Busha, a obecnie ekspert waszyngtońskiej Rady Atlantyckiej (Atlantic Council).

Ocenił, że ogłoszone we wtorek przez USA i Unię Europejską sankcje idą znacznie dalej niż dotychczasowe, ale "to są wciąż sankcje ukierunkowane" na poszczególne firmy czy banki, a nie sankcje sektorowe, jakie Zachód nałożył np. na Iran.

Ekspert wskazał na doniesienia o lukach i wyjątkach w nałożonych przez Zachód restrykcjach. Np. unijne embargo na broń nie stosuje się do już zawartych kontraktów. Jak poważne są sankcje wobec sektora zbrojeniowego, skoro pozwalamy na sprzedaż do Rosji francuskich Mistrali? - powiedział.

Wśród "luk" w sankcjach amerykańskich media wymieniają m.in. "oszczędzenie" największego rosyjskiego banku - Sberbanku, którego głównym udziałowcem jest rosyjski rząd. Ma on być na czarnej liście unijnej (opublikowana będzie w piątek), ale sankcje unijne nałożone na rosyjskie banki omijają ich filie zarejestrowane na terenie UE. Jak podał dziennik "Wall Street Journal", liczne filie rosyjskich banków działają w Austrii, na Cyprze, w Niemczech, na Węgrzech, Słowacji i we Francji, a ich połączone aktywa wynosiły pod koniec roku ponad 20 mld euro.

Są pierwsze efekty sankcji wobec Rosji

​Rosyjski rubel i giełda osiągnęły historyczne minima - stało się to jeszcze przed ogłoszeniem nowych sankcji. Rosyjskie media komentują jednak, że mimo sektorowego uderzenia Zachodu, gospodarka kraju nie powinna się załamać. czytaj więcej

Kolejny "wyjątek" to oszczędzenie przez UE potężnego sektora przemysłu gazowego. Zarówno UE, jak i USA podjęły kroki, by ograniczyć eksport sprzętu i technologii kluczowych dla wydobycia ropy na głębokich wodach, w Arktyce oraz z łupków. Ale wciąż nie jest jasne, które konkretnie produkty i usługi zostały zakazane przez USA i jak to wpłynie na już realizowane projekty. Poza tym, jak  zauważył kwartalnik "Foreign Policy", Rosja może zwrócić się po te produkty i technologie np. do Chin.

Zdaniem Brzezińskiego, te różne luki i wyjątki sprawiają, że sankcje "zabolą, ale nie w sposób wystarczający, by zmusić Putina do wyjścia z Ukrainy". W jego ocenie Europa nie jest gotowa ponieść cenę, jaką przyszłoby jej zapłacić w przypadku nałożenia na Rosję sankcji w stylu irańskich.

To niezwykłe. Rosyjska gospodarka opiera się w zasadzie na jednym produkcie: gazie. Rosja jest jak stacja gazowa uzależniona od jednego klienta: UE. Więc nie jesteśmy poważni, jeśli w sankcjach omijamy sektor gazowy. Unia nie demonstruje prawdziwej determinacji we wspieraniu Ukrainy. To świadczy o krótkowzroczności, lekkomyślności i zbiorowej chciwości - powiedział Brzeziński.

Krytyki nie oszczędził także administracji Baracka Obamy. Zarzucił prezydentowi USA, że w imię kompromisu z Europą dostosował amerykańskie sankcje "do najmniejszego wspólnego europejskiego mianownika", czyli do tego, na co liderzy UE są w stanie się zgodzić we własnym gronie 28 członków.

Rosja postanowiła: od piątku wprowadzi embargo na praktycznie wszystkie warzywa i owoce sprowadzane z Polski. Rosyjskie służby fitosanitarne twierdzą, że polscy dostawcy wielokrotnie naruszali przepisy, a w polskich warzywach i owocach wykrywano niebezpieczne szkodniki. "To decyzja... czytaj więcej

USA kierują z tylnego siedzenia. Gdybyśmy naprawdę chcieli przewodzić, to nałożylibyśmy daleko bardziej idące sankcje. Choć poprzednie sankcje USA (z 16 lipca) już były bardziej agresywne (niż unijne), to wciąż niewystarczająco, bo Putin od tego czasu jeszcze silniej wspiera swych ludzi na wschodzie Ukrainy - powiedział ekspert. Wskazał, że Rosja nie tylko zwiększyła dostawy broni, w tym ciężkiej, ale też ostrzeliwuje Ukrainę ze swego terytorium i gromadzi wzdłuż granicy z Ukrainą znaczne siły.

Zdaniem Brzezińskiego, by pomóc Ukraińcom odzyskać suwerenność, USA powinny zacząć zbroić ukraińską armię, o co od dawna apelują władze w Kijowie. Obama powtórzył jednak we wtorek, że to nie jest opcja, bo to tylko dodatkowo zaostrzyłoby konflikt.

Zbrojenie Ukraińców przypomniałoby rosyjskim wojskowym czasy z sowieckiej wojny przeciwko Afganistanowi, kiedy to (amerykański sprzęt wojskowy dostarczony Afgańczykom) zadał Rosji wielki ból - zauważył Brzeziński. Jego zdaniem, dostarczając broń armii ukraińskiej USA znacznie podniosłyby koszty rosyjskiej interwencji na Ukrainie. Moim zdaniem,  odmawiając zbrojenia Ukraińców, przyczyniamy się do eskalacji kryzysu, bo wzmacniamy Putina i zwiększamy szanse na rosyjskie prowokacje i agresję - stwierdził ekspert.

Zastrzegł, że zachodnie sankcje powinny być zniesione, dopiero kiedy Rosja odda Ukrainie Krym i wycofa się ze wschodniej Ukrainy. Tak długo, jak okupują Krym, sankcje muszą pozostać. Jeśli zaakceptujemy, że Krym jest stracony, to tworzymy precedens i pozwalamy innym na takie działania w przyszłości - podkreślił ekspert Rady Atlantyckiej.

(edbie)