Blisko stu naszych rodaków, mieszkających w Mariupolu i jego okolicach na wschodzie Ukrainy, ponownie apeluje do polskich władz o ewakuację. Polacy boją się ofensywy prorosyjskich terrorystów. Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie planuje jednak przewiezienia ich do kraju – dowiedział się reporter RMF FM Romuald Kłosowski.

Zdj. ilustracyjne / SERGEY VAGANOV /PAP/EPA

Polacy ze wschodniej Ukrainy boją się nasilenia walk separatystów. Prorosyjscy żołnierze mogą znów użyć zabronionych moździerzy i dział artyleryjskich. Tu nikt nie ma już nadziei na zakończenie walk - mówi Andrzej Iwaszko, prezes polsko-ukraińskiego stowarzyszenia w Mariupolu. Widzimy nasilenie używania zabronionej broni, wskazanej w umowach z Mińska. Bojownicy dążą do tego, by obejść, okrążyć Mariupol. Nie przestrzegają żadnych zasad, prowokują wojska ukraińskie - dodaje Iwaszko.

Cisza przed burzą?

Nie można czekać na jakieś tragiczne skutki - kontynuuje Iwaszko. To niby daleko, ale to także Europa. Dlatego także Europa powinna reagować; to są także jej granice. Na szczęście ostatnio nie było ostrzałów, choćby takich, jak ponad tydzień temu, gdy ostrzelano wybrzeża Mariupola. Wtedy zginęły dwie osoby, a sześć zostało rannych, w tym dziesięcioletnie dziecko, które straciło stopę - relacjonuje. Do tych ataków dochodziło wieczorami i nocą.

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych twierdzi, że w tej sprawie może zrobić niewiele. Ostatnia ewakuacja Polaków była w styczniu i odbywała się w miejscach kontrolowanych przez separatystów. Teraz, oficjalnie, Mariupol jest kontrolowany przez Ukrainę.

Oficjalna odpowiedź biura prasowego MSZ w tej sprawie brzmi: Zrealizowana w styczniu br. ewakuacja osób polskiego pochodzenia z Donbasu obejmowała wyłącznie osoby znajdujące się na terenach kontrolowanych przez separatystów. Inne rejony, np. Mariupol znajdują się na terenach kontrolowanych przez Ukrainę. Wszystkie osoby z terenu działań wojennych, które zgłosiły się do ewakuacji, zostały ewakuowane. Niektóre z nich zrezygnowały z ewakuacji z własnej woli. Akcja ta miała charakter jednorazowy. Polski Konsulat w Charkowie jest w stałym kontakcie z miejscową Polonią oraz udziela jej pomocy rzeczowej i materialnej.

Niestety nikt w MSZ nie potrafił wyjaśnić, co w sytuacji, gdyby Mariupol zajęli separatyści. Jak wtedy ewakuować Polaków? Oficjalne stanowisko resortu to: „nie ingerowanie w wewnętrzną politykę Ukrainy”.

Na walizkach

Nasi rodacy czują się zagrożeni, są w ciągłym napięciu. To codzienność, że nie wiesz, co będzie jutro. To czekanie na ofensywę. Szacuje się, że na granicach Ukrainy może pojawić się około 50 tysięcy rosyjskich żołnierzy. Od 9 do 12 tysięcy żołnierzy już jest – wylicza Andrzej Iwaszko.  

Polacy na wschodzie Ukrainy żyją w ciągłym napięciu już od ponad roku. Stowarzyszenie zebrało już listę blisko stu osób, które chcą wrócić do Polski. To osoby z udokumentowanym polskim pochodzeniem, Kartą Polaka, zdecydowani na wyjazd. Część z tych ludzi nocuje codziennie w piwnicach. Teraz na liście mamy 97 osób – zdradza szef polsko-ukraińskiego stowarzyszenia w Mariupolu.

(mpw)