„Władimir Putin nie ma nic do stracenia, Europa w sprawie konfliktu z Ukrainą powinna mówić jednym głosem” - uważa politolog doktor Justyna Kowalczyk. Władze Ukrainy oświadczyły w czwartek, że na terytorium kraju weszły rosyjskie wojska. Według prezydenta Petra Poroszenki sytuacja na wschodzie jest bardzo trudna, ale pod kontrolą władz. NATO sądzi, że na Ukrainie działa obecnie ponad tysiąc rosyjskich żołnierzy. Rosja zaprzecza swojej obecności na Ukrainie.

Ukraina prosi USA o status głównego sojusznika spoza NATO

"Władimir Putin umyślnie rozpoczął wojnę w Europie. Wie o tym cały świat i nie można tego już ukryć. Dlatego teraz oczekujemy od świata konkretnych i efektywnych działań" - powiedział premier Ukrainy w Kijowie. W związku z rosyjską agresją Arsenij Jaceniuk domaga się pilnego zwołania... czytaj więcej

Putin jest niezłym szachistą, jeżeli sobie wymyślił, że małymi kroczkami będzie mógł odbudować granicę Związku Radzieckiego z początku lat 90., to perspektywy dla nas i dla państw bałtyckich nie są dobre - uważa Justyna Kowalczyk. Według niej kolejne nakładanie sankcji na Rosję nie ma żadnego znaczenia. Jeśli sankcje w końcu zadziałają, to Putin powie: oczywiście, jestem demokratą, liczę się z głosem Zachodu. Natomiast jeżeli się okaże, że te sankcje są nieskuteczne - to jest takie przysłowie o dawaniu palca… - mówi Kowalczyk.

Według ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony w środę wojska Federacji Rosyjskiej przejęły kontrolę nad Nowoazowskiem i innymi miejscowościami na południu obwodu donieckiego na Ukrainie. Nowoazowsk ma strategicznie położenie nad Morzem Azowskim, na trasie między Rosją a zaanektowanym przez nią Krymem. Po raz pierwszy w trwającym od czterech miesięcy konflikcie walki sięgnęły tak daleko na południe i na wybrzeże, co sugeruje, że rebelianci wspierani przez Rosję otrzymali posiłki. Nie miejmy złudzeń, nie chodzi tylko o drogę lądową na Krym - mówi Kowalczyk. Sądzę, że przede wszystkim chodzi o zabezpieczenie sobie warunków do realizowania różnego rodzaju kontraktów  wojskowych, gospodarczych. Rosjanie doskonale wiedzą, że nie mogą sobie tego odpuścić, bo w tym miejscu od kilkudziesięciu lat to robiono, jest sprzęt - ze starymi technologiami, ale jednak są ludzie i to są konkretne zyski z tego płynące. Jeżeli to pozostałoby w rękach Ukraińców, to Rosja straciłaby grunt pod nogami, w sytuacji gdy z Ukrainą nie jest w stanie dogadać się dyplomatycznie - ocenia Kowalczyk.

Według niej najważniejsze jest, by Europa mówiła jednym głosem w sprawie Ukrainy. Należy dogadać się praktycznie pod stołem rozmów dyplomatycznych - uważa Kowalczyk. O tym zawsze powinniśmy pamiętać - Rosja wbrew pozorom nie zmieniła się. Jeżeli jeszcze nasi politycy, nie tylko polscy, ale także europejscy, pamiętają, jak się rozmawiało ze Związkiem Radzieckim i z tymi, którzy transformacji tego państwa dokonywali w latach 90. - to może warto wrócić do takiego stylu rozmów - mówi Kowalczyk.