"Uznanie przez niektóre państwa nowych władz na Ukrainie jest "aberracją", legitymacja wielu organów władzy na Ukrainie budzi wielkie wątpliwości" - powiedział premier Rosji Dmitrij Miedwiediew. Jak dodał, odwołanie na konsultacje do Moskwy ambasadora Rosji w Kijowie oznacza, że dla władz rosyjskich wydarzenia na Ukrainie są niezrozumiałe.

Oznacza, że niejasne jest dla nas to, co dzieje się w kraju, i że istnieje zagrożenie dla naszych interesów, życia i zdrowia naszych obywateli - podkreślił Miedwiediew. Jego zdaniem życie Rosjan na Ukrainie jest zagrożone. W ten sposób tłumaczył wezwanie na konsultacje do kraju rosyjskiego ambasadora z Kijowa.

Premier Rosji stwierdził, że uznanie przez niektóre państwa nowych ukraińskich władz to "aberracja". Dla nas to co dzieje się na Ukrainie jest niezrozumiałe - powiedział. Jednocześnie Miedwiediew stwierdził, że wszystkie umowy zawarte z Ukrainą w grudniu zostaną dotrzymane. Chodzi m.in. o porozumienie dotyczące dostaw tańszego gazu. Nie były one zawierane z konkretnymi osobami i mają charakter umówi międzypaństwowych - powiedział rosyjski premier.

W poniedziałek Centralna Komisja Wyborcza Ukrainy poinformowała, że kampania przed zaplanowanymi na 25 maja wyborami prezydenckimi startuje automatycznie 25 lutego i nie ma potrzeby ogłaszania jej początku. Tymczasem obrońca byłej premier Ukrainy Serhij Własenko twierdzi, że Julia Tymoszenko wcale nie mówiła, że zamierza ubiegać się o stanowisko prezydenta Ukrainy. Nie odpowiada to rzeczywistości. Takiego oświadczenia nie było - podkreślił Własenko.

Majdan zostaje

Wiktor Janukowycz poszukiwany listem gończym

Na Ukrainie wysłano list gończy za odsuniętym od władzy prezydentem Wiktorem Janukowyczem. W piątek uciekł on z Kijowa i ukrywa się najprawdopodobniej we wschodnich regionach kraju. Deputowany Batkiwszczyny twierdzi tymczasem, że Janukowycz i jego świta - w sumie około tysiąca osób - ukrywa się w... czytaj więcej

Ukraińscy protestujący na Majdanie nie pozwolili merowi Kijowa rozebrać barykad. Wiadomo już, że plac będzie funkcjonował co najmniej do majowych wyborów prezydenckich. Protestujący nie ufają politykom, również tym, którzy poparli rewolucję, dlatego chcą zostać na Majdanie. Rozchodzić się nie zamierzamy. Społeczeństwo zdecydowało być na Majdanie do czasu wyboru nowego prezydenta. Po 25 maja musimy pozostać jeszcze tydzień. Politycy muszą wiedzieć, że patrzymy im na ręce i ich kontrolujemy - usłyszał specjalny wysłannik RMF FM do Kijowa Przemysław Marzec.