Kijów nie wyklucza wprowadzenia wiz dla Rosjan - poinformował szef administracji ukraińskiego prezydenta. Serhij Paszynski stwierdził też, że trwające głosowania w obwodach donieckim i ługańskim nie mają nic wspólnego z referendami niepodległościowymi. Obecne władze Ukrainy uważają, że to akcja propagandowa oraz informacyjna kampania zwolenników federalizacji.

Pościg za kierowcą kradzionego samochodu na pograniczu polsko-niemieckim w okolicach Świecka. Polscy i niemieccy funkcjonariusze straży granicznej - jeszcze po niemieckiej stronie granicy - bezskutecznie próbowali zatrzymać do kontroli osobowe audi. Informację o zdarzeniu dostaliśmy na Gorącą... czytaj więcej

Paszynski twierdzi, że głosowania w dwóch obwodach wschodniej Ukrainy mają sprawdzać siłę zwolenników federalizacji. Podkreśla, że to nie jest referendum. Chodzi o względy formalne - nie ma komisji i lokali wyborczych. Dodatkowo - według Paszynskiego - frekwencja w głosowaniu jest zbliżona do zera.

Szef prezydenckiej administracji poinformował również, że na wschodzie kraju dobiega końca operacja antyterrorystyczna. Mówił o "zlikwidowaniu" wielu separatystów, jednak nie podał żadnych statystyk.

Paszynski zaznaczył jednocześnie, że jeśli napięcie między Rosja a Ukrainą nie osłabnie, kontakty dwustronne zostaną ograniczone do minimum. Dodał, że Kijów wprowadzi wtedy wizy dla Rosjan. Nie wykluczam, że jeśli nie dojdzie do obniżenia poziomu eskalacji między naszymi krajami, to na jakimś etapie będziemy musieli ograniczyć nasze kontakty do minimum, w tym także wykorzystać taki właśnie instrument - powiedział szef administracji prezydenckiej na konferencji prasowej.

Ukraińskie MSZ: Nie będzie żadnych następstw prawnych

Ukraińskie MSZ także oświadczyło, że głosowanie o statusie obwodów donieckiego i ługańskiego, "inspirowane, zorganizowane i sfinansowane przez Kreml", nie będzie miało żadnych następstw dla jedności terytorialnej Ukrainy.

Organizatorzy tej przestępczej farsy świadomie zdecydowali się na złamanie konstytucji i prawa Ukrainy i zlekceważyli apele ukraińskich władz oraz wspólnoty międzynarodowej. Za "referendum" i innymi prowokacjami stoją wyszkolone i uzbrojone według najnowszych standardów rosyjskich terrorystyczne ugrupowania bandyckie - czytamy w oświadczeniu ukraińskiej dyplomacji.

MSZ oceniło, że większość mieszkańców wschodnich obwodów nie uczestniczy w tym plebiscycie. Naród ukraiński nie uznaje żadnych terrorystycznych referendów ani w regionach donieckim i ługańskim, ani na Krymie - napisano. Nasz kraj opowiada się za dialogiem jedności narodowej, w którym nie ma miejsca na groźby i terroryzm, a jest otwartość i jedność wszystkich obywateli dobrej woli, którzy pragną pokoju, stabilizacji i dobrobytu dla Ukrainy - czytamy.

Głosowania potrwają do godziny 21

Przypomnijmy, że dzisiejsze głosowania organizują samozwańcze władze tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej. Ich uczestnicy odpowiadają na pytanie, czy zgadzają się z ogłoszeniem niepodległości państwowej tych regionów.

Pod koniec kwietnia Centralna Komisja Wyborcza w Kijowie zablokowała dostęp do baz danych państwowego rejestru wyborców w tych obwodach, jednak separatyści prorosyjscy ogłosili, że skorzystają z dostępnych baz z 2012 roku.