Sekretarz stanu USA John Kerry powiedział, że coraz więcej wskazuje na to, że system rakietowy użyty do zestrzelenia samolotu pasażerskiego na wschodzie Ukrainy znalazł się w rękach separatystów i pochodził z Rosji.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy opublikowała nowe nagrania rozmów prorosyjskich rebeliantów, które świadczą o tym, że ukrywają oni przed ukraińskimi władzami i międzynarodowymi ekspertami czarne skrzynki zestrzelonego Boeinga 777. Nagrani rebelianci mówią m.in. o tym, że ich "przyjaciele"... czytaj więcej

Kerry zaapelował do "niechętnych" jego zdaniem dotąd państw UE o przyłączenie się do Stanów Zjednoczonych i nałożenie ostrzejszych sankcji na Rosję.

To jest raczej jasne, że chodzi o system, który był przetransportowany z Rosji i przekazany separatystom - powiedział Kerry w telewizji CNN w niedzielę, mówiąc o rakiecie ziemia-powietrze SA-11, zwaną systemem Buk, z którego w czwartek zestrzelono malezyjski samolot pasażerski.

Wiemy z pełnym zaufaniem, że Ukraińcy nie mieli takiego systemu w pobliżu (miejsca katastrofy) w tym czasie, wiec oczywiście wskazujemy palcem na separatystów
- dodał.

Ale jak dodał, konieczne jest pełne śledztwo i "krytyczne" jest, by Rosja publicznie zademonstrowała, że chce się przyłączyć do wysiłków międzynarodowej wspólnoty w celu zbadania katastrofy. Zapowiedział, ze prezydent Barack Obama "wkrótce" znowu będzie rozmawiał z prezydentem Władimirem Putinem.

Nikt w USA nie mówi o zaangażowaniu wojska w konflikt na wschodzie Ukrainy. To co próbujemy to maksymalna dyplomacja i presja. Pomogłoby bardzo, gdyby pewne kraje w Europie, które były niechętne sankcjom, teraz przyłączyły się do Stanów Zjednoczonych i prezydenta Obamy - dodał Kerry.

(jad)