Starcia milicji z opozycją przed jednym z sądów rejonowych w Kijowie na Ukrainie. Kilkanaście osób, w tym dziennikarze i były szef MSW Ukrainy, a obecnie jeden z liderów opozycji Jurij Łucenko, zostało rannych. Do zamieszek doszło po ogłoszonym wyroku dla "terrorystów", planujących wysadzenie pomnika Lenina.

Wyrok dotyczył tzw. terrorystów z Wasylkowa, miasteczka w okolicach Kijowa, w którym, jak twierdzi prokuratura, lokalni politycy opozycji zamierzali podłożyć bombę pod pomnikiem Lenina.

Wesprzemy opozycję na Ukrainie. Chodzi o 3 mln zł

Polska przeznaczy 3 miliony złotych na wspieranie ukraińskiej opozycji. Ma temu służyć senacka poprawka do tegorocznego budżetu. czytaj więcej

Byli to dwaj deputowani rady miejskiej i asystent jednego z nich, zatrzymani w sierpniu 2011 r. przez ukraińską służbę bezpieczeństwa w związku z rzekomo należącym do nich materiałem wybuchowym, który miał być użyty do zniszczenia monumentu w Wasylkowie. Według ukraińskich mediów, w momencie zatrzymania tych trzech osób pomnik Lenina w Wasylkowie był już jednak zdemontowany. Nie zważając na to, sąd rejonowy jednej z dzielnic Kijowa skazał zatrzymanych na 6 lat więzienia.

Wyrok wywołał oburzenie zgromadzonych przed sądem przeciwników władz, którzy zablokowali samochód milicyjny odwożący skazanych do aresztu. Przed sądem powstała barykada, a protestujący zablokowali wejścia do jego siedziby. Do potyczek doszło, gdy na miejsce przybyły milicyjne oddziały specjalne Berkut.

Bili pałkami

Świadkowie twierdzą, że milicjanci bili zebranych pałkami; wśród demonstrantów były kobiety, oraz chronieni immunitetem deputowani parlamentu.

Obecna na miejscu żona Jurija Łucenki, Iryna, posłanka opozycyjnej partii Batkiwszczyna poinformowała, że jej mąż stanął między funkcjonariuszami Berkutu i ludźmi, by zapobiec rozlewowi krwi. W odpowiedzi "berkutowcy zaczęli bić go po głowie. Polała się krew. Rozbili mu okulary, upadł i stracił świadomość i dopiero wtedy przestali go bić!" - relacjonowała dziennikarzom.

"Wzywamy do powstrzymania się od przemocy" - napisał w nocy na Twitterze rzecznik polskiego MSZ Marcin Wojciechowski, odnosząc się do starć opozycji z milicją w Kijowie.

Z kolei polska ambasada w stolicy Ukrainy podkreśliła na Twitterze, że pobicie przez Berkut Jurija Łucenki i innych osób to kolejna nieuzasadniona demonstracja siły wobec uczestników protestów na Majdanie Niepodległości.

Na Ukrainie od 21 listopada trwają protesty zwolenników integracji europejskiej, które następnie, po kilkukrotnych, brutalnych atakach milicji, przerodziły się w demonstracje wymierzone we władze. Ich uczestnicy domagają się przedterminowych wyborów parlamentarnych i prezydenckich.

(abs)