Rosjanie jeszcze bardziej przykręcili nam kurek z gazem. Przesyłają teraz do Polski aż o 45 procent surowca mniej, niż wynika z Kontraktu Jamalskiego.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo poinformowało w komunikacie, że aby wyrównać niedobór dostaw z kierunku wschodniego, realizowane są dostawy uzupełniające przez punkty: Lasów (Niemcy) i Cieszyn (Czechy), a dodatkowo uruchomione zostały dzisiaj również dostawy gazu przez punkt Mallnow (Niemcy).

Równocześnie koncern zapewnił, że "dostawy gazu ziemnego do odbiorców PGNiG przebiegają bez zakłóceń" i że nie ma potrzeby sięgnięcia do rezerw zgromadzonych w podziemnych magazynach. Te zaś zostały przed sezonem zimowym "w pełni zatłoczone". Aktualny stan napełnienia magazynów wynosi około 2,6 mld metrów sześciennych - podało PGNiG.

Na zimę wystarczy

Ministerstwo Gospodarki zapewnia, że na razie sytuacja jest pod kontrolą. Ilość 2,6 mld metrów sześciennych błękitnego paliwa, zgromadzona w magazynach, pokryłaby około 17 procent naszego rocznego zapotrzebowania. Mówiąc wprost: gdyby problem się nasilał, mamy rezerwę na 90 dni, czyli akurat na zimę.

W sytuacji kryzysowej - do czego jeszcze daleka droga - ograniczane będą dostawy gazu do największych zakładów produkcyjnych, np. do fabryk nawozów i paliw. Gaz do naszych domów ma natomiast płynąć bez przerwy - takie zapewnienie dostał w resorcie gospodarki dziennikarz RMF FM Krzysztof Berenda.

Gazprom ignoruje żądania wyjaśnień

Choć Rosjanie przykręcają nam kurek od początku tygodnia, PGNiG nie dostało dotąd od Gazpromu żadnego wyjaśnienia ws. powodów zmniejszenia przesyłu.

Co więcej, w rozmowie z agencją ITAR-TASS przedstawiciel Gazpromu zaprzeczył, jakoby dostawy do Polski zostały ograniczone. Doniesienia agencji informacyjnych są nieścisłe, obecnie dostarczamy do Polski taki wolumen gazu jak w poprzednich dniach - 23 mln metrów sześciennych dziennie - stwierdził Siergiej Kuprijanow, rzecznik szefa koncernu.

Gazprom o gazie: Nie ma żadnych ograniczeń. Piechociński: Mamy zapasy

"Nie ograniczaliśmy dostaw gazu dla Polski" - twierdzi cytowany przez agencję RIA Novosti anonimowy przedstawiciel Gazpromu. Rosyjski koncern mniejszą o jedną czwartą ilość surowca przesyłanego do Polski tłumaczy swoimi "możliwościami technicznymi". Wicepremier i minister... czytaj więcej

Wyjaśniał również, że Rosja nie może dostarczać tak dużo gazu, jak chciałaby Polska, ponieważ zapełnia magazyny przed zimą.

Teraz - jak donosi moskiewski korespondent RMF FM Przemysław Marzec - telefon Kuprijanowa jest wyłączony. Nie sposób się z nim skontaktować.

Rzeczniczka PGNiG Dorota Gajewska poinformowała natomiast na spotkaniu z dziennikarzami, że spółka analizuje, czy będzie żądać od Gazpromu odszkodowań za niedostarczone ilości surowca. Nad tym pracują prawnicy - podała.

"Kommiersant": Gazprom oddzielił Ukrainę od Polski

Już wczoraj ukraiński koncern Ukrtransgaz przekonywał, że za zmniejszeniem dostaw do Polski stoi chęć zakłócenia rewersu gazu na Ukrainę. Nie wszystko odbywa się tak gładko. Rosja zaczęła dziś ograniczać dostawy gazu do Polski, by zakłócić rewers surowca, który z Polski otrzymujemy. O godzinie 14:00 (czasu kijowskiego) Polska wstrzymała rewers na Ukrainę 4 milionów metrów sześciennych gazu - informował szef Ukrtransgazu Ihor Prokopjew, cytowany przez rosyjską agencję RIA Nowosti.

Dzisiaj zaś o celowym działaniu Gazpromu otwarcie napisał rosyjski dziennik "Kommiersant". Gazprom zademonstrował, jak może efektywnie wpływać na dostawy dla Ukrainy z Europy - skomentowała gazeta.

Rosjanie przykręcają kurek od poniedziałku

Pierwsze doniesienia o zmniejszeniu przesyłu gazu ze Wschodu pojawiły się wczoraj. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo podało, że mniejsze są dostawy surowca na połączeniach w Drozdowiczach (Ukraina), Kondratkach (Białoruś) i Wysokoje (Białoruś). W poniedziałek dostawy zostały zredukowane o mniej więcej jedną piątą, dzień później już o jedną czwartą.