Pocisk artyleryjski uderzył w przystanek trolejbusowy w południowej dzielnicy Doniecka. Zginęło - według najnowszych informacji - 15 osób. Agencja Ria Novosti podała, że separatyści zatrzymali grupę dywersantów, którzy ostrzeliwali miasto z moździerza kalibru 82 mm.

Po 242 dniach obrony ukraińskie oddziały wycofały się z lotniska w Doniecku. Informację potwierdziło dowództwo ochotniczego batalionu Azow: "To nasze Termopile". Ukraińskie ministerstwo obrony zaprzeczyło jednak doniesieniom o całkowitym wycofaniu się oddziałów rządowych - według... czytaj więcej

Jak donosi korespondent RMF FM Przemysław Marzec, na razie nie wiadomo o owej grupie dywersantów nic poza tym, że przewoziła moździerz na ciężarówce wywożącej śmieci i miała oddać kilka strzałów.

Strona ukraińska oskarża o ten ostrzał separatystów, którzy od dawna stosują taktykę przewożenia moździerzy na ciężarówkach i atakowania pozycji ukraińskich z gęsto zaludnionych rejonów miasta.

Szef ukraińskiej dyplomacji Pawło Klimkin wezwał nawet Rosję do powstrzymania kontrolowanych przez nią terrorystów. Tragedia na przystanku w Doniecku jest naszym wspólnym nieszczęściem. To przez takie ataki terrorystyczne giną ukraińscy cywile. Rosja powinna zatrzymać terrorystów - napisał na Twitterze.

Ostrzał w Doniecku skomentował również szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. Oceniamy to, co się stało, jako zbrodnię przeciwko ludzkości, jako jawną prowokację, której celem jest podkopanie wysiłków na rzecz pokojowego uregulowania kryzysu ukraińskiego - oświadczył.

Według Ławrowa, "staje się jasne, iż ‘partii wojny’ w Kijowie i jej zagranicznych opiekunów nie powstrzymują ofiary w ludziach".

Na miejsce tragedii swoich przedstawicieli wysłała specjalna misja obserwacyjna OBWE.