W największej sali Sądu Okręgowego w Krakowie odbędzie się w środę rozprawa odwoławcza w procesie Brunona Kwietnia. Mężczyzna został skazany na 13 lat więzienia za przygotowywanie zamachu terrorystycznego na Sejm.

Brunon Kwiecień (zdj. z 2015 roku) /PAP/Jacek Bednarczyk /PAP

Brunon Kwiecień odpowiadał przed sądem za przygotowywanie od lipca do listopada 2012 r. ataku terrorystycznego na konstytucyjne organy RP, nakłanianie w 2011 r. dwóch studentów do przeprowadzenia zamachu oraz nielegalne posiadanie broni i handel nią.

Według śledczych Kwiecień, doktor chemii, ówczesny pracownik naukowy Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, zamierzał zdetonować w pobliżu Sejmu cztery tony materiałów wybuchowych na bazie saletry, umieszczonych w pojeździe SKOT. Do eksplozji miało dojść podczas posiedzenia z udziałem prezydenta, premiera i ministrów - w trakcie rozpatrywania w Sejmie projektu budżetu.

Apelację od tego wyroku złożyła obrona, zaskarżając wyrok w całości - co do winy i co do kary - oraz podnosząc zarzuty formalne, m.in. dotyczące wyboru sędziego z naruszeniem prawa oraz bezstronności sędziego i jednego z ławników. Obrona domaga się uchylenia wyroku i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania.

Apelację złożył też obrońca współoskarżonego Macieja O., który za nielegalny handel bronią i nielegalne posiadanie broni został skazany na karę 2 lat więzienia w zawieszeniu na 4 lata.

Brunon Kwiecień przebywa w areszcie od 9 listopada 2012 r. 

Stwierdził, że był inspirowany przez osobę współpracującą z ABW

W procesie, który rozpoczął się w styczniu 2014 r., obrońcy wnosili o uniewinnienie oskarżonego. Twierdzili, że padł on ofiarą nielegalnej gry operacyjnej ABW. Świadkami incognito w procesie byli m.in. agenci ABW pod przykryciem, którzy kontaktowali się z Kwietniem pod koniec jego działalności i doprowadzili do ujęcia go.

Brunon Kwiecień przyznał się do tego, że przygotowywał i opracowywał zamach na gmach Sejmu, natomiast nie poczuwał się do winy i twierdził, że był inspirowany przez osobę współpracującą z ABW.

"Wszystkie elementy były realne, brakowało tylko ludzi"

21 grudnia 2015 r. krakowski sąd uznał chemika za winnego przygotowywania zamachu terrorystycznego na konstytucyjne organy RP, usiłowania nakłaniania dwóch studentów do przeprowadzenia takiego zamachu oraz nielegalnego posiadania broni i handel nią. Skazał go za to na karę łączną 13 lat pozbawienia wolności. Przedstawianie najważniejszych motywów wyroku trwało wówczas blisko 8 godzin. Wyrok jest nieprawomocny.

Według sądu, Kwiecień został zatrzymany w odpowiednim momencie, a ABW działała zgodnie z prawem. "Wszystkie elementy były realne, brakowało tylko ludzi, do zamachu mogłoby dojść już w 2011 r." - podkreślił sąd. Poinformował również, że w jego ocenie wszystkie procedury zostały zachowane i działania ABW były legalne.

"Nie ma dowodu, że oskarżony był namawiany, nakłaniany, prowokowany"

Jak mówiła w ustnym uzasadnieniu sędzia Aleksandra Almert, po analizie zgromadzonego materiału sąd z całą stanowczością stwierdził, że oskarżony dopuścił się popełnienia wszystkich zarzucanych mu czynów.

Nie ma dowodu, że oskarżony był namawiany, nakłaniany, prowokowany do zamachu na Sejm. Nie ma dowodu, że ktoś groził jemu lub jego rodzinie, by nakłonić go do zamachu. Nie ma dowodu, że chciał się wycofać - powiedziała w ustnym uzasadnieniu wyroku. Zdaniem sądu plan oskarżonego był realny i możliwy do przeprowadzenia, a oskarżony dysponował niezbędną wiedzą, możliwościami i urządzeniami, dokonał też niezbędnych ustaleń i przygotowań do zamachu.

Pisemne uzasadnienie wyroku wpłynęło do sądu 19 lipca 2016 r. Zawierało w części jawnej ponad tysiąc stron, w części niejawnej - 400 stron.

(MN)