Agnieszka Radwańska osiągnęła największy sukces w karierze. W finale turnieju Masters w Singapurze pokonała po ponad dwugodzinnej walce Czeszkę Petrę Kvitovą 6:2, 4:6, 6:3 i zarobiła ponad 2 miliony dolarów. Po meczu Polka nie kryła wzruszenia.

Agnieszka Radwańska /WALLACE WOON /PAP/EPA

To był dziewiąty pojedynek na korcie Radwańskiej z Kvitovą. Statystyki nie były sprzymierzeńcem Polki, która tylko dwa razy pokonała Czeszkę. W obu przypadkach były to mecze fazy grupowej turnieju Masters - w 2012 i 2014 roku. W tym roku obie tenisistki spotkały się na korcie jedynie w ćwierćfinale turnieju w New Haven. Kvitova wygrała 7-5, 6-4. Teraz Polka jej się zrewanżowała.
 
Od początku pierwszego seta to Radwańska robiła na korcie zdecydowanie lepsze wrażenie. Ruchliwa, aktywna gra Polki w połączeniu ze słabą i niedokładną grą Czeszki pozwoliły Polsce wyjść na zdecydowane prowadzenie. Krakowianka dwukrotnie przełamała swoją rywalkę i na tablicy wyników zrobiło się 4-1. Warto jednak podkreślić, że duża w tym zasługa samej Kvitovej, która myliła się nawet w bardzo prostych sytuacjach. Jej statystyki wyglądały słabiutko. Po sześciu gemach Radwańska miała na koncie tylko 1 niewymuszony błąd. Kvitova aż 15! Leworęczna tenisistka zupełnie nie potrafiła złamać odpowiedniego rytmu. Oczywiście Radwańska starała się jej to utrudnić i z tego zadania wywiązywała się wzorowo. Można było odnieść nawet wrażenie, że wszystko układa się zbyt łatwo dla Polki. Przy stanie 2:5 Kvitova poprosiła o konsultację ze swoim trenerem Davidem Kotyzą. Sytuacji w pierwszym secie jednak nie uratowała. Radwańska wygrała 6:2 po zaledwie 32 minutach.

Bardzo ważny był pierwszy gem drugiego seta. Trwał ponad 9 minut. Kvitova serwowała. Wydawało się, że zyskuje przewagę, ale nie potrafiła zakończyć gema. Radwańska dobiegała do piłek, które powinny paść łupem Czeszki i ostatecznie wyszła na prowadzenie. Po chwili zrobiło się już 2:0. Widać było, że Kvitova odczuwa dyskomfort związany z kontuzją uda. Nie poruszała się po korcie tak dobrze jak Polka. Tylko niewielki procent jej zagrań można było uznać za wybitne. Konsekwencja Polki imponowała. Niemal wszystkie piłki wracały na stronę Kvitovej. Każdy punkt kosztował Czeszkę bardzo dużo sił. Mimo to rywalka w końcu złapała swój rytm gry. W szóstym gemie drugiego seta przełamała Radwańską i doprowadziła do remisu 3:3. Własny gem serwisowy wygrała do zera i wyszła na prowadzenie. Po raz pierwszy w meczu. Niestety z każdą kolejną piłką Kvitova odzyskiwała pewność siebie. Do tego doszło kilka słabszych zagrań Polki i drugie przełamanie na koncie Czeszki. W efekcie o wygranej 6:4 stan meczu się wyrównał.

W trzecim secie progres w grze Kvitovej był już widoczny gołym okiem. Czeszka wyszła na prowadzenie 2:1, ale po chwili mieliśmy powrotne przełamanie w wykonaniu Polki. Udało się dzięki temu przerwać passę czterech z rzędu wygranych gemów przez Kvitovą. To nie był koniec. Radwańska wygrała także kolejne dwa gemy, ale przy własnym serwisie dała się przełamać. Zrobiło się 3:3 i cała zabawa zaczęła się od nowa. Decydujący fragment meczu był już koncertem Radwańskiej. Polka wygrała trzy gemy z rzędu i cały mecz 6:2, 4:6, 6:3.

W nagrodę Agnieszka Radwańska dostanie czek na ponad 2 miliony dolarów.

(abs)