Jerzy Janowicz przeszedł w Warszawie zabieg wstrzykiwania komórek macierzystych do kolana. Nie wiadomo, kiedy wróci do gry. "Istnieje groźba, że w ogóle już nie wystąpi w tym sezonie" - powiedziała matka tenisisty z Łodzi Anna Janowicz.

Jerzy Janowicz /Adam Warżawa /PAP

Janowicz w środowy wieczór zamieścił na Facebooku zdjęcie, na którym leży w łóżku w jednej z warszawskich klinik. Na Wiedeń będę gotowy - zadeklarował we wpisie niespełna 25-letni zawodnik, odnosząc się do turnieju ATP Tour, który rozpocznie się 19 października.

Jednak zdaniem jego matki zakładanie, że zdąży on już wówczas dojść do sił, jest bardzo optymistyczną wersją. To ważna impreza i syn bardzo chciałby tam zagrać. Przeprowadzony zabieg sam w sobie nie jest inwazyjny, a jego zadaniem jest przyśpieszenie gojenia. Cała sprawa jest jednak poważna i trudno przypuszczać, że w ciągu tygodnia czy dwóch wróci do gry. W ogóle nie mamy pewności, czy jeszcze zagra w tym sezonie - zaznaczyła Anna Janowicz.

Jak powiedziała, sytuację skomplikowała "błędna diagnoza lekarza reprezentacji Polski", który przy okazji meczu barażowego o Grupę Światową Pucharu Davisa orzekł, że łodzianin podkręcił kolano. Później jednak okazało się, że doszło do naderwania przyczepu więzadła rzepki.

Podczas spotkania Pucharu Davisa w Gdyni syn miał dobrze zabezpieczone i "otape'owane" kolano, więc mógł grać. Ból miał jednak minąć, a tak się nie stało. Gdybyśmy od początku wiedzieli, jaka jest przyczyna, to Jerzy zrezygnowałby ze startu w turnieju ATP Sankt Petersburgu i challengerze w Orleanie i od razu podjąłby leczenie, dzięki czemu byłby gotowy na najważniejsze imprezy pod koniec sezonu - podkreśliła matka tenisisty.

Przyznała, że Janowicz miał dwie opcje. Mógł albo teraz poddać się temu zabiegowi i ryzykować, że może nie zdążyć na kolejne starty w tym roku. Albo męczyć się do końca sezonu z tym bólem. Wybrał pierwszą możliwość - podsumowała.

W ubiegłym tygodniu zajmujący 61. miejsce w rankingu tenisista dotarł do finału zmagań w Orleanie. Następnie miał wystąpić w challengerze w Mons, ale wycofał się w poniedziałek i wrócił do kraju.

(MRod)