Obecność lidera światowego rankingu Hiszpana Rafaela Nadala w finale wielkoszlemowego US Open nie dziwi żadnego miłośnika tenisa. Niespodzianką jest zaś fakt, że w niedzielę o tytuł zagra w Nowym Jorku z rozstawionym z "28" Kevinem Andersonem z RPA.

W styczniowym Australian Open Rafael Nadal musiał uznać wyższość Szwajcara Rogera Federera /JUSTIN LANE /PAP/EPA

Mimo że Nadal i Anderson są rówieśnikami, to ich kariery i osiągnięcia znacząco się różnią. Występ w decydującym spotkaniu Wielkiego Szlema nie jest niczym nowym dla Hiszpana. W meczu o taką stawkę weźmie udział po raz 23. W dorobku ma 15 triumfów w zawodach tej rangi. W tym sezonie cieszył się z sukcesu we French Open. Wygrał tę prestiżową imprezę na kortach ziemnych 10 razy. Na twardej nawierzchni US Open triumfował w 2010 oraz 2013 roku. Do finału dotarł jeszcze sześć lat temu.

To dla mnie niesamowity sezon. Cieszę się, że mam szansę walczyć o kolejny tytuł po kilku latach, w których zmagałem się z kontuzjami - podkreślił 31-letni tenisista z Majorki.

Pod koniec sierpnia wrócił po trzech latach przerwy na fotel lidera listy ATP. W tym sezonie w finale Wielkiego Szlema zagra po raz trzeci. W styczniowym Australian Open musiał uznać wyższość Szwajcara Rogera Federera.

Starszy zaledwie o 16 dni Anderson nigdy wcześniej nie zdołał przejść ćwierćfinału w imprezie tej rangi. Do "ósemki" dotarł zaś raz  - dwa lata temu właśnie w Nowym Jorku.

W ostatnich latach mierzący 2,03 m zawodnik z RPA, którego głównym atutem jest serwis, często walczył z urazami. W poprzednim sezonie przeszedł operację kostki oraz zmagał się z bólem kolana, barku i pachwiny. W tym przymusowo pauzował ze względu na kłopoty z biodrem, nogą i łokciem.

Wykorzystał on fakt, że w zmaganiach na Flushing Meadows zabrakło tym razem kilku czołowych graczy, m.in. Serba Novaka Djokovica, Brytyjczyka Andy'ego Murraya i mającego bronić tytułu Szwajcara Stana Wawrinki.

To miło, że kilku z nich dało nam szansę, by zajść daleko w tym turnieju - przyznał szczerze Anderson.

Został on pierwszym finalistą US Open z RPA od 1965 roku, kiedy dotarł do tego etapu Cliff Drysdale. Ostatnim zawodnikiem z tego kraju biorącym udział w decydującym spotkaniu Wielkiego Szlema był Kevin Curren w Australian Open 1984 (rok później gracz ten dotarł do finału Wimbledonu, ale wówczas reprezentował już Stany Zjednoczone). Jedyny triumfatorem turnieju tej rangi ze wspomnianego afrykańskiego państwa jest zaś Johan Kriek, który zwyciężył w Melbourne w 1981 roku.

Zajmujący 32. miejsce w światowym rankingu Anderson jest najniżej notowanym wielkoszlemowym finalistą od 2008 roku, kiedy o tytuł w Australian Open walczył 38. wówczas w tym zestawieniu Francuz Jo-Wilfried Tsonga.

Rozpoczynający się o godz. 22 czasu polskiego finał US Open będzie piątą konfrontacją mającego na koncie - według statystyk ATP - 73 wygrane turnieje Nadala i Andersona, który może pochwalić się...trzema triumfami. Niżej notowany z graczy zdołał rozstrzygnąć na swoją korzyść w dotychczasowych meczach zaledwie jeden set. W tym roku zmierzyli się już raz - w Barcelonie. Stawką wszystkich wcześniejszych pojedynków tych graczy był awans do ćwierćfinału. Nigdy wcześniej w liczonej od 1968 roku Open Erze w decydującym spotkaniu Wielkiego Szlema nie walczyli ze sobą tenisiści z Hiszpanii i RPA.

W niedzielę w Nowym Jorku rozegrany zostanie też mecz o tytuł w kobiecym deblu. Rozstawione z "dwójką" Szwajcarka Martina Hingis i Yung-Jan Chan z Tajwanu zmierzą się z Czeszkami Lucie Hradecką i Kateriną Siniakovą.


(j.)