Minister obrony USA Ash Carter powiedział w Davos, gdzie trwa Światowe Forum Ekonomiczne, że część państw należących do koalicji zwalczającej organizację Państwo Islamskie "nie robi wystarczająco wiele lub nie robi nic" w ramach tego sojuszu. "Inni muszą wykonywać swoją część obowiązków, nie powinno być pasażerów na gapę" - dodał.

Carter podkreślił, że wysiłki w walce z dżihadystami powinna zwiększyć m.in. Turcja /ALI HAIDER /PAP/EPA

Jak mówił Carter, "wiele rzeczy USA mogą zrobić same (...), ale oczekujemy, że inni zrobią to, co do nich należy".

W oddzielnej rozmowie z Bloomberg TV Carter nazwał antyislamistyczny sojusz "tak zwaną" koalicją i powtórzył, że "inni muszą wykonywać swoją część obowiązków, nie powinno być pasażerów na gapę".

Szef Pentagonu w ostatnich dniach udał się do Europy, by wezwać europejskich członków koalicji do zwiększenia wysiłków w walce z ISIS. W lutym ma się spotkać z przedstawicielami pozostałych 26 państw, by wystosować do nich ten sam apel.

Na forum ekonomicznym w Davos Carter podkreślił, że wysiłki w walce z dżihadystami powinna zwiększyć m.in. Turcja. Ankara pozwala USA korzystać ze swej bazy Incirlik do wykonywania nalotów na cele ISIS w Iraku i Syrii, ale zdaniem Cartera Turcja zadbać o lepsze zabezpieczenie swej długiej i nieszczelnej granicy z Syrią.

"Turcja jest od dawna naszym przyjacielem", ale "rzeczywistość jest taka", że przez turecką granicę przedostają się dżihadyści - zaznaczył. Turcja jest na "długiej liście krajów, które w moim przekonaniu mogłyby przez swoje znaczące, wyjątkowe i niezbędne zaangażowanie przyczynić się do pokonania IS" - dodał.

Brytyjski dziennik "The Guardian" zauważa w sobotę, że w swoich ostatnich wypowiedziach szef amerykańskiego resortu obrony odchodzi od dotychczasowej, oficjalnej linii podkreślającej jedność państw należących do antyislamistycznego sojuszu pod wodzą Waszyngtonu. Niektóre kraje arabskie i Zatoki Perskiej, w tym Arabia Saudyjska, formalnie należą do koalicji przeciw ISIS, ale obecnie koncentrują się na walce z popieranymi przez swego rywala, Iran, siłami w Jemenie - dodaje gazeta.

(abs)