Brytyjska Izba Gmin wyraziła zgodę na rozszerzenie działań zbrojnych przeciwko Państwu Islamskiemu. Przyjęto rządowy wniosek stosunkiem głosów 397: 223. Zaledwie kilka godzin po decyzji brytyjskie bombowce Tornado dokonały pierwszego nalotu.

Lotnictwo będzie mogło rozpocząć naloty na cele ISIS w Syrii "w ciągu kilku godzin" /Cpl Andy Holmes /PAP/EPA

Samoloty Tornado Royal Air Force (RAF) dokonały pierwszej operacji ofensywnej nad Syrią - oświadczył rzecznik ministerstwa. Nie podał bliższych szczegółów.

Według źródeł rządowych samoloty wystartowały z bazy RAF w Akrotiri, na Cyprze. Reuters, powołując się na świadków, poinformował, że w ataku uczestniczyły cztery maszyny, które startowały dwójkami w odstępie godziny. Dwie z nich powróciły już do bazy.

Brytyjska Izba Gmin wyraziła wieczorem zgodę na rozszerzenie działań zbrojnych przeciwko ISIS, przyjmując  wniosek premiera Davida Camerona. Został on przyjęty po ponad dziesięciogodzinnej debacie, w której głos zabrało ponad 100 posłów, w tym m.in. brytyjski premier, lider opozycji Jeremy Corbyn i minister spraw zagranicznych Philip Hammond.

"Wierzę, że Izba podjęła dobrą decyzję, która pozwoli Wielkiej Brytanii pozostać bezpieczną. Akcja zbrojna w Syrii jest elementem szerszej strategii" – napisał Cameron na Twitterze tuż po głosowaniu.

Z kolei Hammond spytany przez BBC, czy naloty mogą potrwać nawet latami, odpowiedział: "Mam nadzieję, że nie będą to cztery lata, ale na pewno to nie jest kwestia kilku miesięcy".

Największą uwagę zdobyło jednak piętnastominutowe wystąpienie ministra spraw zagranicznych w gabinecie cieni Hilary'ego Benna, który w brawurowy sposób wyjaśniał, dlaczego - wbrew stanowisku szefa Partii Pracy - zdecydował się poprzeć rząd Davida Camerona i zagłosować za nalotami na cele IS w Syrii.

W swoim przemówieniu Benn - wymieniany jako potencjalny kandydat na kolejnego lidera opozycji - odwoływał się do historii Partii Pracy, podkreślając bogate dziedzictwo w zakresie rozwiązywania globalnych konfliktów i przypominając, że to lewicowy rząd Wielkiej Brytanii brał udział w zakładaniu Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Rzeź w Paryżu pokazała nam klarownie zagrożenie, z którym się mierzymy. To mógł być Londyn, Glasgow, Leeds, Birmingham - i wciąż może być - powiedział Benn.

Oni nami gardzą. Gardzą naszymi wartościami, wiarą w tolerancję i poczucie przyzwoitości. Wreszcie: gardzą naszą demokracją - tą samą, w ramach której podejmiemy dzisiejszą decyzję - wyliczał Benn, nazywając islamistów "faszystami" i porównując polityczną odpowiedzialność za zatrzymanie dżihadystów do tej związanej z Franco, Hitlerem i Mussolinim.

Wystąpienie Benna zostało nagrodzone przez Izbę Gmin długimi oklaskami po obu stronach Izby - zarówno przez polityków lewicy, jak i prawicy - co jest rzadko spotykane w brytyjskiej tradycji parlamentarnej.

Wielka Brytania bierze udział od ponad roku w nalotach na dżihadystów z ISIS w Iraku, ale w sierpniu 2013 r. deputowani odrzucili możliwość interwencji w Syrii. Na początku listopada br. parlamentarna komisja ds. zagranicznych odradziła rozszerzenie nalotów na Syrię pomimo faktu, że IS nie uznaje granicy między Irakiem a Syrią.

(abs)