W Poznańskiem wszystkie szkoły i przedszkola, które dostarczyły już wyniki referendów strajkowych, opowiedziały się za protestem 8 kwietnia. To w sumie kilkaset placówek ze stolicy Wielkopolski i okolic. Jest wśród nich szkoła podstawowa nr 25 z oddziałami integracyjnymi na poznańskiej Wildzie, w której wszyscy pracownicy głosowali za strajkiem.

Dyrekcja nas wspiera, bo dyrektor też jest nauczycielem, więc nas rozumie. Mimo że w świetle przepisów sam nie może wziąć udziału w strajku. Zgodnie z Kartą Nauczyciela i ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, nauczyciele odstąpią od wykonywania swoich obowiązków zgodnie z godzinami pracy, które mają w danym dniu - tłumaczy Adam Mysiak, nauczyciel z SP nr 25 w Poznaniu, członek oświatowej Solidarności.

Jeśli strajk dojdzie do skutku, odbędzie się ósmego kwietnia. Jako nauczyciele wolelibyśmy, żeby do strajku w ogóle nie doszło. Dlatego, że jesteśmy ludźmi z powołaniem i ludźmi, którzy chcą pracować, chcą uczyć i chcą wychowywać. Liczymy na rozsądek rządu i jego przedstawicielami w rozmowach z Solidarnością, ZNP i OPZZ - dodaje Adam Mysiak.

Postulaty pracowników oświaty się nie zmieniły. Jak sami mówią, walczą o godność zawodu nauczyciela. Chcą jednak, by strajk był też wyrazem sprzeciwu przeciwko chaosowi, jaki panuje w oświacie.

Ten chaos zafundowała nam pani minister Zalewska swoją reformą. To jest m.in. ten skumulowany rocznik, to jest stres, jaki przeżywają dzieci, to są niedopracowane podstawy programowe, no i oczywiście nasze wynagrodzenia. Podwyżki, o których mówi pani minister, to podwyżki zrobione naszym kosztem. To nie jest ruszony budżet. To są pieniądze zaoszczędzone na wydłużonym awansie zawodowym - z 10 do 15 lat. W tej chwili młody człowiek, który przychodzi do pracy, dostaje niecałe 1800 zł na rękę i zostaje z nimi "przyblokowany" na dwa lata. Ludzie od nas po prostu odchodzą - mówi Dagmara Wandachowicz z poznańskiej SP nr 25, nauczycielka z 25-letnim stażem.

Wiadomo już, że jeśli strajk dojdzie do skutku, uczniowie SP 25 w Poznaniu będą musieli zostać w domach. Tego dnia do pracy nie przyjdzie nikt oprócz dyrektora szkoły. Co oczywiste, w pojedynkę nie będzie w stanie zapewnić opieki dzieciom. Mimo to, jak zapewniają nauczyciele, dociera do nich sporo głosów poparcia ze strony rodziców.

Ta czara goryczy przelewała się już od lat. My spoglądamy na to, jak funkcjonują inne zawody i ludzie w innych miejscach. Jesteśmy przerażeni tym, że nauczyciel musi pracować poza swoim etatem jeszcze gdzie indziej, musi poświęcać swoje siły. Często jest zmęczony.(...) Do nas nikt nie chce przyjść pracować. Mając problem związany z tym, że nauczyciel odchodzi na urlop zdrowotny, albo po prostu zachoruje - kiedy poszukujemy zastępstwa, nie mamy chętnych do pracy - tłumaczy dyrektor SP 25 na poznańskiej Wildzie Magdalena Katarzyńska-Radomska.

Jeśli ósmego kwietnia szkoły i przedszkola zastrajkują, ciężar zapewnienia opieki dzieciom z placówek podlegających miastu, spadnie częściowo na wydział oświaty UMP. Władze Poznania powołały specjalny zespół, który zajmuje się opracowaniem scenariusza na wypadek strajku. Dziś z przedstawicielami wydziału oświaty i zastępcą prezydenta Poznania odpowiedzialnym za oświatę spotkali się dyrektorzy szkół.

Myślimy o tym, żeby wykorzystać potencjał organizacji pozarządowych i miejskich jednostek organizacyjnych, chociażby tych, które tworzą ofertę kulturalną czy sportową. Rozpatrujemy z prawnikami rozmaite rozwiązania dotyczące możliwości wykorzystania wolnych miejsc w placówkach, które nie będą strajkowały, bo takie też będą.(...) Myślę, że rodzice też muszą mieć świadomość, że spora część z nich będzie musiała być może skorzystać z zasiłku opiekuńczego i po prostu zająć się dzieckiem we własnym zakresie - tłumaczy szef poznańskiego wydziału oświaty Przemysław Foligowski.

Wiadomo, że jeśli miasto zaoferuje zajęcia dodatkowe na czas strajku, nie będą to lekcje. Zgodnie z przepisami nie mogą być zajęciami o charakterze edukacyjnym. Te mogą prowadzić jedynie czynni pracownicy oświaty. 

Opracowanie: