Na eskalacji sporów między Polską a Ukrainą zyskuje jedynie Rosja, to pozwala przypuszczać, że pomysł "grzebania" przy polsko-ukraińskiej historii przez polskich nacjonalistów podsunął im nie kto inny, tylko rosyjskie służby specjalne - pisze w "Rzeczpospolitej" szef MSZ Ukrainy Pawło Klimkin.

Wczorajszy marsz banderowców we Lwowie /MYKOLA BARSKIY /PAP/EPA

W jego ocenie punktem wyjścia polsko-ukraińskiej historii były nie wojny i konflikty, tylko pokojowe współistnienie na przestrzeni wieków. Świadectwem tego stanu rzeczy jest obecna sytuacja. Polacy i Ukraińcy to dziś dwie niezwykle bliskie sobie nacje, o podobnych językach, kulturach, mentalności i wartościach cywilizacyjnych - uznał.

Marsz banderowców na Ukrainie. "Lwów nie dla polskich panów"

Kilkaset osób przeszło w niedzielę ulicami Lwowa na zachodzie Ukrainy w marszu upamiętniającym rocznicę śmierci dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) Romana Szuchewycza. Akcja odbyła się pod antypolskimi hasłami - doniosły lokalne media. czytaj więcej

Jak napisał, ma głęboką nadzieję, iż obecne nieporozumienia nie zrujnują tego dorobku. Jestem też absolutnie przekonany, że nie istnieją obiektywne przyczyny dla pogorszenia polsko-rosyjskich relacji - dodał. Według niego zostały one przykryte przez "niepotrzebną i szkodliwą dla obu narodów falę historycznych rozliczeń, która została wywołana przez polityków i media". Historie należy traktować z wielkim szacunkiem i ostrożnością. Nie można wyciągać poszczególnych wydarzeń z kontekstu, zniekształcać faktów zgodnie z aktualnym zapotrzebowaniem - napisał.

Niedopuszczalne jest także zawłaszczanie historii, przypisywanie sobie wyłącznego prawa do prawdy. Oczywiście istnieją obiektywne fakty historyczne, lecz także każdy naród, każde państwo patrzy na przeszłość przez swoje własne okulary, z pewną dozą subiektywizmu - dodał.

Zdaniem szefa ukraińskiej dyplomacji na eskalacji sporów nie zyska ani Polska ani Ukraina, jedynie Rosja. Właśnie to pozwala mi przypuszczać, że pomysł grzebania przy polsko-ukraińskiej historii przez polskich nacjonalistów podsunął im nie kto inny, tylko właśnie rosyjskie służby specjalne. Jeżeli weźmiemy ich wpływ na brexit, ingerencję w wybory w Stanach Zjednoczonych czy referenda w Holandii i Katalonii, to te podejrzenia wydają się wielce prawdopodobne - napisał Klimkin.

Na zakończenie dodał, że Polska i Ukraina mają przed sobą wspólną teraźniejszość i - ma nadzieję - również przyszłość. Nie mamy prawa ot tak zrujnować naszej przyszłości i strategicznego partnerstwa, od którego dzisiaj zależy los obu naszych narodów - napisał.

Jestem gotów na szczery dialog z polskimi kolegami, aby wspólnie z nimi uczcić pamięć naszych ofiar każdej narodowości, prosić o przebaczenie i przebaczać. Jestem gotów wziąć odpowiedzialność za przywrócenie naszych relacji do normalności i standardów cywilizowanego, europejskiego dialogu. Niestety, jak dotąd nie widzę takiej gotowości po polskiej stronie. Mimo to jestem przekonany, że inne wyjście nie istnieje. Wzywam więc Ukraińców i Polaków, którzy cenią nasze wspólne dziedzictwo, aby nie milczeli i zabrali głos w imię pojednania - zaapelował Klimkin.

(mpw)