Polscy panczeniści i trenerzy są zniesmaczeni zachowaniem Holendra Koena Verweija, który wręcz obraził się po minimalnej porażce ze Zbigniewem Bródką. Różnica między nimi na dystansie 1500 m wyniosła trzy tysięczne sekundy.

W sobotni wieczór obu zawodnikom zmierzono czas 1.45,00. W tej sytuacji sędziowie postanowili sprawdzić pomiary jeszcze dokładniej i okazało się, że Polak był ciut szybszy - o 0,003, czyli w przeliczeniu niewiele ponad 4 centymetry.

"Kiedy zobaczyłem czas, wierzyłem, że starczy na podium. Były jeszcze trzy pary, a przede mną jechali równie mocni zawodnicy. Na podium Verweij nie był zadowolony, że mu zabrałem złoto, ale powiedziałem mu: Przepraszam, ale to jest sport" - mówił świeżo upieczony mistrz olimpijski... czytaj więcej

W łyżwiarstwie szybkim nie ma miejsc ex aequo, jak np. w narciarstwie alpejskim. Zresztą Bródka podkreślił, że zwycięzca na olimpiadzie powinien być jeden, nawet gdyby okazało się, że to Holender wygrał.

Dokładne rezultaty były korzystne dla niego, a Verweij jakby obraził się na Bródkę i wszystkich dookoła. Dał temu wyraz w hali lodowej, a także podczas niedzielnej ceremonii nagradzania medalistów w Parku Olimpijskim, gdzie stał z kwaśną miną. Nie mógł pogodzić się z porażką z zawodnikiem, który na co dzień pracuje w straży pożarnej.

Verweij nienawidzi przegrywać, ale tak w ogóle to ma ciężki charakter. Nie popieram takiego zachowania, bo trzeba umieć przegrać, by później zwyciężyć. Niektórzy Holendrzy potrafią normalnie pogratulować, ale zdarzają się takie typy, jak on. Powinno mu się zrobić przynajmniej głupio
- ocenił Bródka.

Z kolei inna polska łyżwiarka Luiza Złotkowska dodała: Byłam świadkiem, jak dopiero na drugi dzień niektórym z Holendrów przeszły przez gardła gratulacje dla Zbyszka. Ja aż się popłakałam po jego sukcesie, bo wiem jak ciężko pracował i wiem, co znaczy zdobyć medal olimpijski. Reszta świata od razu gratulowała Bródce i z nim się cieszyła, bo wreszcie w Soczi ktoś wygrał z Holendrami. Zbyszek utarł im nosa.

W Adler Arenie "Pomarańczowi" wygrywają konkurencję za konkurencję. Na zwycięstwo liczył też Verweij.

Bardzo dobrze mentalność holenderskich panczenistów poznał kilkukrotny olimpijczyk Paweł Abratkiewicz, który dziś pracuje w sztabie szkoleniowym Rosji.

W latach 2001-03 jeździł w zawodowej grupie holenderskiej DSB. W składzie byli m.in. mistrz igrzysk z Nagano Ids Postma i wicemistrz Jan Bos, który później sięgnął jeszcze m.in. po srebro w Salt Lake City. Dołączył też do niej jeszcze Stefan Groothuis, najlepszy w Soczi na dystansie 1000 m.

Nie przypominam sobie, aby wtedy były takie sytuacje, jaka miała miejsce po zwycięstwie Zbyszka Bródki. Oczywiście, wszyscy holenderscy zawodnicy mieli duże ambicje i chcą wygrywać, ale nikt z nich nie zachowywał się w taki sposób jak Verweij. Godnie porażki potrafili przyjąć i Bos, i Postma. Trenując z nimi nigdy nie dali mi odczuć, że pierwsze miejsce jest wyłącznie dla nich, a ja jestem panczenistą niższej kategorii. Bardzo dobrze wspominam współpracę z nimi - powiedział Abratkiewicz.

Uważa on, że zachowanie Verweija jest odosobnionym przypadkiem.

Ludzie bywają różni, sportowcy też. Na pewno z powodu Koena nie można oceniać jedną miarą wszystkich holenderskich łyżwiarzy - przyznał.

(jad)